wtorek, 10 lipca 2012

Recenzja masełek Fennel.

Jakiś czas temu miałam szczęście wygrać w rozdaniu Procentovej dwa masełka Fennel i jogurt do ciała z tej samej marki;-) Używam ich od tamtego czasu regularnie. Oprócz pięlęgnacji włosów, uwielbiam też wcierać w siebie najróżniejsze balsamy i masełka - choć przyznam, że jeszcze kiedyś robiłam to okazjonalnie! Ale jak się wygrywa takie cudeńka, nietrudno o regularność :)


Do moich rąk trafiło masełko Różowy Grejpfrut, Ogórek i Melon oraz Jogurt Kremowe Ciastko z Kokosem (wymyślna nazwa :D)

Wszystkie kosmetyki Fennel możemy pooglądać na ich stronie http://www.fennelcos.pl/, tam też znajdziemy sklepy internetowe, gdzie możemy zakupić te smakołyki - np. http://beautyflo.pl.

Masełka są w cenie 29 zł, jogurty 35.

Moja opinia :

Te kosmetyki urzekły mnie bardzo - już dawno nie miałam nic równie przyjemnego do pielęgnacji ciała. Masełka i jogurt wspaniale nawilżają, a do tego pachną wyjątkowo.

Najwięcej i najczęściej używałam masełka grejpfrutowego - a to z prostego względu, że mam straszną słabość do zapachu grejpfruta ;-) Kiedyś ciągle otaczałam się kosmetykami z tą nutą zapachową. 

Masło ma różowy kolor, dość lekką konsystencję (dla mnie to na plus, bo nie cierpię twardych, zbitych maseł) i zapach, który urzekł mnie od razu ;-) Jest lekko kwaśnawy, odświeżający i bardzo przyjemny. Jest jednak o wiele bardziej intensywny w opakowaniu niż na skórze - tu już nie pachnie tak intensywnie, zostawia jedynie lekki zapach. Świetnie nawilża, skóra jest po nim delikatna. Nawilżenie skóry czuje się również rankiem (jeśli smarujemy się na noc)



Ogórek i melon - to również moje zapachy ;-) Chyba wspominałam już, że jestem zwolenniczką owocowych zapachów, lekkich, rześkich, nie lubię przesłodzonych, ciężkich zapachów. Masełko ma kolor zielony, konsystencja jest identyczna ( i działanie również) jak w przypadku grejpfruta. Tego masła szczególnie lubię używać po opalaniu, bo mam wrażenie że chłodzi i koi skórę, poza tym ten zapach od razu dodaje energii :)


 Jogurt Kremowe Ciastko z Kokosem - tu fanki słodkich zapachów z bardzo wyraźną nutą kokosa będą zachwycone ;-) Jogurt faktycznie pachnie jak kremowe ciastko z kokosem, ma sie ochotę go zjeść! :D Różni się w niektórych aspektach od maseł,  ma np. trochę ''galaretowatą'' konsystencję, ale mimo to jest bardzo lekkie i świetnie się rozsmarowuje. Bardzo dobrze nawilża. Używałam go najrzadziej, bo o wiele bardziej wolę owocowe zapachy, niż kokosowe. Jeśli już się nim smaruję, to na noc, bo przez dzień troszeczkę mnie drażni. Ale to już prywatne nosowe upodobania ;-)

Myślę, że o wiele bardziej polubiłabym się z truskawkowym jogurtem, musi być niesamowity :D

 Wszystkie te produkty świetnie nawilżają, szybko się wchłaniają, nie pozostawiają skóry lepkiej, tylko zostawiają lekki film. Używanie ich to przyjemność przez świetne zapachy, jakie roztaczają. Pewnie gdyby nie ta wygrana, nie spotkałabym się nigdy z nimi, a byłaby to wielka strata ;-) Masełka są wydajne - nie trzeba dużej ilości, żeby dokładnie je rozsmarować po ciele. 

 Jedyny minusik to cena - nie jestem pewna, czy sobie na nie pozwolę w przyszłości, 30 zł to troszkę dużo. Ale jeśli - skuszę się na ten truskawkowy jogurt :D

Wspomnę jeszcze, że ogromnie podobają mi się opakowania masełek i jogurtu, wyglądają po prostu ślicznie, tak wesoło i ładnie, że aż chce się je wziąć do ręki ;-)



Może któraś z Was używała czegoś z firmy Fennel? :)



Dziś wchodząc na bloga zobaczyłam bardzo miły widok ;-)

 Miło mi bardzo, że wchodzicie i czytacie, mimo że notki nie pojawiają się często :)



Miłego dnia! (Ja się dziś relaksowałam na słońcu :) )

poniedziałek, 9 lipca 2012

Bingo-paczka ;-)

Witam ciepło ;-) Bingo nie traci czasu i do rąk blogerek trafiają pierwsze przesyłki - cieszy mnie, że nie sprawdziły się przewidywania, że czeka nas wysyp identycznych paczek - póki co każda paczka, którą widziałam, mieści w sobie różne produkty :) Bingo uwzględniało też sugestie blogerek dotyczące rodzaju produktów, które preferują - do pielęgnacji ciała czy włosów itd. 


Ja przyznam byłam jeszcze bardziej upierdliwa, bo dopytywałam się dokładnie co dostanę ;-) To, że zaznaczyłam, że chcę do włosów mi nie wystarczało, bo obawiałam się, że dostanę jakąś powtórkę. Co przy ilości kosmetyków z Bingo, jaką mam, nie było doprawdy trudne. Okazało się, że słuszenie drążyłam, bo planowali mi wysłać maskę, którą już miałam. Nie było żadnych problemów z zamianą jej na inną ;-) Tak więc bardzo na plus! Mam nadzieję, że inne dziewczyny też będą zadowolone ze swoich paczek.


Ja również dziś odebrałam swoją paczuszkę :




Niestety, paczka nie była jakoś specjalnie zabezpieczona i były tego skutki - wieczko szamponu trochę się zgniotło i wyciekło trochę szamponu. Szkody nieduże, no ale etykietka teraz wygląda jak wygląda.





Podoba mi się to, co dostałam - maska z błotem karnalitowym to właśnie ta, którą sobie zamieniłam ;) Intrygowała mnie od czasu, kiedy przeczytałam dość pozytywną opinię na innym blogu na jej temat. Jest to maska bardziej do skóry głowy, ma między innymi zmniejszać łojotok. 


Serum kolagenowe do mycia włosów - fajna mała buteleczka o pojemności 150 ml. Cieszy mnie to, bo mam dość wielkich butli z szamponami ;) Wszystkie produkty do mycia włosów z Bingo mają SLeS w składzie i to serum nie stanowi wyjątku. Skład ma niedługi, wysoko tytułowy kolagen, na końcu DMDM, które Bingo szczególnie lubi wsadzać do swoich kosmetyków ( a szkoda, bo to niestety składnik bynajmniej nie przyjazny) i konserwanty. 
Jednak o kuracji kolagenowej mam bardzo dobre zdanie - KLIK!, kolagen dobrze wpływa na moje włosy, więc zobaczymy, jak to serum się sprawdzi.


I szampon borowinowy i 7 ziół - szamponik również wydał mi się fajny, dla włosów ze skłonnością do przetłuszczania. Rozczarowało mnie jednak, że ma bardzo wysoko zapach. Tytułowa borowina jest wysoko, ale po niej zapach i dopiero lecą estrakty, których nie powiem, jest wiele (aż 12) i ciągną się aż do końca składu ( na samym końcu trochę konserwantów). Byłoby o wiele lepiej, gdyby zapach był tam gdzie należy, czyli na końcu. Jednak liczę, że będzie miał przyzwoite działanie. Ekstrakty są z między innymi : z rozmarynu, szałwi, nasturcji, łopianu, sosny, cytryny, rukwii .


Podsumowując - jestem zadowolona ;-) Czy coś z tego Was szczególnie zaintrygowało, a może coś używałyście? O produktach Bingo nadal niestety nie ma wielu opinii w Internecie.





Na koniec obrazek, który mnie dziś rozbawił ;-) 



Źródło: http://thedoghousediaries.com/

(edit : trzeba wkleić adres obrazka do przeglądarki, bo niestety tu coś się nie powiększa ;) )

:D A to dlatego, że jestem straszną serialomaniaczką i typowe dla mnie jest, że albo szukam kolejnego wielosezonowca do oglądania, albo - jeszcze lepiej - oglądam od nowa to, co już oglądałam. Taki los spotkał Chirurgów, Różowe lata 70, Przyjaciół i Gotowe na wszystko ;-)
Ostatnio przez chłopaka polubiłam się też z Simpsonami. 
Ogólnie nie mogę funkcjonować bez jakiegoś serialu na tapecie ;-)















piątek, 6 lipca 2012

Sesja zakończona! Plus nowa maska do włosów ;-)

Hej ;-) Skoro już się dzieliłam moim marudzeniem na temat egzaminu, to doprowadzę to do końca i powiem, że na szczęście jest już za mną i jest ZDANY :) :) :) Zważywszy, jak mało na niego poświęciłam czasu (umierałam z gorąca i albo leżałam, albo apatycznie snułam się po domu, a czytanie książek powodowało u mnie natychmiastową senność) - miałam kupę szczęścia ;-)
Niestety ten stres związany ze studiami kompletnie mi nie służy - jestem osobą, która się okropnie wszystkim przejmuje, przeżywa i analizuje wszystko na sto tysięcy sposobów. Dlatego też studia nie są dla mnie łatwe, lekkie i przyjemne .. 
Uwielbiam to uczucie, kiedy mogę wyzbierać walające się notatki, książki, kartki, wepchnąć je w jakieś ciemne miejsce ze świadomością, że już nie muszę do nich wracać :)


W Krakowie było dziś tak strasznie gorąco, że myślałam, że zemdleję. Podziwiam dziewczyny, które rozpuszczają swoje długie włosy na taki upał. Ja swoje niedługie włosy zwijam w wysoki niedbały koczek i nie wyobrażam sobie, że mogłyby mi się majtać po karku ;)


Nie udało mi się zrobić pod koniec czerwca aktualnego zdjęcia włosów. Przez to wariactwo z sesją osłabło też nieco moje włosomaniactwo - zaniedbałam niemal wszystko! Czerwiec był fatalny dla moich włosów - przesuszone albo przetłuszczone, straciły blask, zaczęły troszkę wypadać, bo zaniedbałam wcierki, przestałam pić skrzypopokrzywę i drożdże <worek na głowę>. Jednym słowem - słabiutko! Oczywiście zamierzam teraz to zmienić i wracam do starych, dobrych nawyków :) Przez brak regularnych wcierek nie urosły mi też jakoś zauważalnie włosy.


Koleżanka zrobiła mi ostatnio niespodziankę i podarowała  taką oto maskę ;-) :



Nie może być dla mnie lepszego prezentu niż coś do włosów :D
Maska prezentuje się bardzo fajnie, niestety ma jeden szkopuł ....

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Parfum, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Pyrus Communis (Pear) Fruit Extract, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Fruit Extract, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Carica PaPaya (Papaya) Fruit Extract, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Persea Gratissima(Avodaco) Fruit Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Buthylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol

Nie dało się wyżej dać tego zapachu? Jak wiemy, to co występuje w składzie po zapachu, jest w śladowych ilościach. A wielka szkoda, bo maska ma masę ekstraktów i mogłaby być naprawdę wartościowa...Tzn. jeszcze się nie wypowiadam o jej działaniu, bo nie testowałam - kto wie, może będzie naprawdę fajna, mimo tej niedoskonałości w składzie.
Maska nie zawiera silikonów.

Wreszcie noc i chłód :D Miłej nocy ;-)

wtorek, 3 lipca 2012

Współpraca z BingoSpa.

Witam w ten parny wieczór! (kiedy wreszcie będzie czym oddychać?).


Niedawno Wam pisałam o propozycji BingoSpa dla blogerek - nawiązanie współpracy na kwartał - od 1 lipca do 30.09. W tym czasie firma wysyła blogerkom kosmetyki o wartości nieprzekraczającej 40 zł, kosmetyki wybierane są z uwzględnieniem sugestii blogerek. Recenzje oczywiście nie podlegają żadnemu odgórnemu sterowaniu, mają przedstawiać nasze prawdziwe opinie (piszę o tym, bo wiem, że niektórzy krzywo patrzą na recenzje produktów ze współprac).
Jedyny wymóg dla blogerek, to -prócz oczywiście nadsyłania recenzji przez okres tych 3 miesięcy- zamieszczenie dużego banera na swoim blogu. Pamiętacie może, że ten punkt mnie nieco spłoszył, bo zastanawiałam się, jak bardzo to ma być duże. Xkeylimex jednak pisała do nich z pytaniem o to i okazało się, że będzie to baner typowy, o przyzwoitych rozmiarach.


Więc już się nie wahałam ;-) Jak wiecie, jestem fanką Bingo od dawna, a wszystko zaczęło się od szamponu jajecznego z Tesco :D No, a potem już poleciało ... 


Zaskoczyło mnie jednak, jak przeczytałam, że Bingo nawiązało współpracę ze wszystkimi blogerkami, które zaakceptowały zasady współpracy. Ponad 90 osób :



Rozpoczynamy program współpracy z blogami. Ponad 90 osób prowadzących blogi otrzyma produkty BingoSpa i będzie recenzowało nasze kosmetyki. Na ten kwartał nie możemy już przyjąć nowych zgłoszeń ( wyczerpaliśmy przeznaczony na ten program budżet ) , ale miło mi poinformować, że wszyscy, którzy do wczoraj zaakceptowali zasady współpracy, będą testowali kosmetyki BingoSpa. Ilość zgłoszeń miło nas zaskoczyła, ale nie przerobiliśmy wysyłki produktów w ubiegłym tygodniu. Będziemy je wysyłać sukcesywnie w nadchodzącym tygodniu. A już niedługo będziemy razem czytali recenzje blogerów.


Łał ;-) Szczerze mówiąc, myślałam że będzie jakaś selekcja, ale jednak Bingo zaszalało. Czy to dobrze? Na pewno w przeciągu trzech miesięcy możemy się spodziewać wysypu Bingo na blogach (a jak wiemy, co za dużo, to niezdrowo). Ja co prawda będę chętnie czytała wszystko, zwłaszcza jak będzie do włosów :-P, ale zastanawiam się, czy już nie zaczną się jakieś blogowe narzekania na to.



Mimo to...Cieszę się ;-) Miło będzie przetestować coś nowego. 


A teraz przyznawać się, która z Was się zgłosiła! :D


Ps. W czwartek ma być 34 stopnie, w piątek 36 ... Super, mój egzaminator na pewno będzie szczęśliwy, że siedzi w dusznej sali i przepytuje tumanów. 

poniedziałek, 2 lipca 2012

Wyniki rozdania!

Dziś wyniki rozdania ;-) Do wygrania był olejek łopianowy z czerwoną papryką :



W rozdaniu wzięło udział 45 osób. W dwóch zgłoszeniach coś się nie zgadzało, więc nie brałam ich pod uwagę. 

Zgłoszeń nie było wiele, więc losowałam tradycyjnie z karteczek - niestety nie uwieczniłam tego na zdjęciach, bo nie miałam jak zrobić zdjęcia - szkoda, bo chciałam Wam dziś jeszcze pokazać maskę do włosów, którą dostałam od koleżanki :D



Wracając do rzeczy :) Mam nadzieję, że olejek będzie służył i wspaniale stymulował cebulki ....


                                     
                                                       imprevisivel  !



Gratuluję serdecznie! Zaraz wysyłam maila :)

W razie niezgłoszenia się za 3 dni losuję ponownie.


.............................................................................................................................................

Te upały mnie dobijają, jestem ciągle senna i zmęczona, mam ochotę tylko apatycznie leżeć ... A przede mną jeszcze jeden egzamin, na który już mi kompletnie brak motywacji..Ile można ;-)

Regeneruję się też po sobotnim weselu, na którym byłam z chłopakiem. Przyznam się do włosowego grzechu, do którego się dopuściłam, mianowicie - wyprostowałam włosy :-P Oczywiście odpuszczam to sobie - odkąd wpadłam w włosomaniactwo, wyprostowałam włosy tylko 2 razy - za każdym razem na wesele ;) Na szczeście stwierdziłam, że prostownica nie jest już dla mnie żadną pokusą. Owszem, na plus jest to, że włosy są wygładzone, nic się głupio nie wywija, są bardzo błyszczące ... Ale jak na drugi dzień ich dotknęłam, to po prostu katastrofa. Przesusz roku. Szorstkie, suche, nieprzyjemne, nie nie, naprawdę nie warto włosów maltretować prostownicą. Od razu nałożyłam na nie nawilżającą maskę ;)

Pokazywałam Wam ostatnio te szampony z Barwy:



I jedna mała uwaga - można dorwać je taniej, za ok. 4 zł, w różnych supermarketach i sklepikach. Jeśli macie tak jak ja, że nie lubicie przepłacać nawet złotówki, to polecam się rozejrzeć :)

Pa!




Jeśli macie ochotę zagłosować na moje włosy, będzie mi bardzo miło ;-)



http://wizaz.pl/akcje/nivea/pokochaj-swoje-wlosy/galeria-view.php?zid=197&pid=799205

środa, 27 czerwca 2012

Odświeżenie włosowej kolekcji- nowe zdobycze :)

Hej! Chyba każda z nas zna to miłe uczucie, gdy przychodzą do nas wyczekiwane paczuszki i to jeszcze milsze uczucie, gdy rozrywamy paczki/koperty :D Ja miałam to dziś - odebrałam aż trzy przesyłki, nie było mnie tydzień w domu, więc tak się nazbierało.
Dostałam same pyszności, aż sama nie wiem, z czego cieszę się najbardziej :)


Dwie przesyłki pochodzą ze współprac, a jedna była od Aladrieli - wygrana w rozdaniu :)

Suplement diety MegaKrzem 60 tabletek - niedawno skończyłam brać próbkę 20 tabletek, także będę kontynuować kurację. Już wieki nie brałam żadnych tabletek, pozostając przy naturalnych sposobach - picie ziół i drożdży, no ale zobaczymy czy zobaczę pozytywne skutki łykania krzemu.
Wegańska odżywka Tara Smith - bardzo jestem ciekawa jak się sprawdzi :)
Olejek kokosowy Dabur Vatika - znam i lubię, już jedna buteleczka przeszła przez moje ręce (i włosy)
Żel pod prysznic z Vichy - wsmyknęło się coś niewłosowego ;)
Aladriela dorzuciła również kilka próbek - ucieszyłam się na widok BingoSpa :D Są to próbki żelu na zmęczone nogi.



Nie będę jednak ukrywać, że największe podniecenie poczułam odpakowując odżywkę z Organicum - z hydrosolami, wzmacniającą cebulki włosów., którą dostałam w ramach współpracy z helfy. Jestem jej ogromnie ciekawa, ma przepiękny skład i zapach :) Czy faktycznie przyspieszy porost włosów? Dowiemy się za jakiś czas, przede mną intensywne testowanie :)
I na końcu maska drożdżowa, której również nie mogłam się już doczekać. Maski podobno rozchodzą się jak świeże bułeczki z kalina-sklep, tym bardziej się cieszę, że jest mi ją dane przetestować. Również ma stymulować wzrost włosów :D Lipiec zapowiada się w atmosferze zmasowanego ataku na cebulki ;)


Aa, i jeszcze szampon kofeinowy z Alterry , na który jednak się skusiłam, bo był w innym Rossmanie w promocji ;-) W moim Rossmanie on nie był przeceniony, a okazało się, że w Krakowie jak najbardziej. Kusił mnie odkąd go zobaczyłam na sklepowej półce z 2 miesiące temu. Ma na 7 miejscu kofeinę, a gdzieś na szarym końcu, przed zapachem, biotynę. Nie sądzę, żeby faktycznie działał na przyspieszenie porostu, ale miałam ochotę spróbować. Jest w promocji za 6.99.


Pisałam już, że moje włosy ostatnio strasznie kapryszą i nic im nie pasuje. Mam nadzieję, że dobrze im zrobi, jak dostaną coś nowego ;-)


Czy przeczytałyście już na blogu Anwen o spisie włosomaniaczek? Bardzo fajna sprawa! Od razu dodałam kilka ciekawych blogów do obserwowanych. Widzę, że panuje tam ruch, rano było tylko 6 obserwatorów tego spisu, a teraz już prawie 50 ;-) Tak więc jeśli prowadzicie włosowego bloga (oczywiście nie musi być wyłącznie), dołączajcie śmiało :)


Zostało jeszcze kilka dni do końca mojego rozdanka. Wyniki prawdopodobnie ogłoszę w poniedziałek. Jeśli ktoś jest zainteresowany, zapraszam serdecznie ;-)

wtorek, 26 czerwca 2012

Perfumy Donna Karan – DKNY Be Delicious.

Ostatnio mam więcej czasu na pisanie notek, co skrzętnie wykorzystuję :) Tym razem notka nietypowa jak na mojego bloga, a mianowicie opinia na temat perfum.


Jakiś czas temu od portalu Uroda i zdrowie dostałam do testowania miniaturkę perfum DKNY Be Delicious.  Sponsorem jest perfumeria internetowa My beauty [ http://sklep.mybeauty.com.pl/.]







Te perfumy już kiedyś wpadły mi w oko - przede wszystkim interesujące wydały mi się nuty zapachowe, bardzo w moim typie :



NUTY ZAPACHOWE
Głowa :grejpfrut, ogórek, magnolia
Podstawa :biała ambra, nuty drzewne
Serce :jabłko, tuberoza, konwalia, róża, fiołek.

Jestem zwolenniczką lekkich, owocowo-kwiatowych zapachów. Nie dla mnie ciężkie, słodko-mdlące perfumy, wolę coś bardziej subtelnego. Uznałam więc, że ten zapach jest wprost dla mnie :)

Perfumy dostałam w ślicznej miniaturce - łatwa do transportowania :) Buteleczka bardzo mi się podoba wizualnie, jest prosta, ale zarazem elegancka. Tak wygląda w pełnowymiarowej wersji: 
                                               
Moja opinia: Na początku lekko mnie rozczarowało, że nie wyczuwam w perfumach mojego ukochanego grejpfruta. Podobnie jak jabłka ;-) Moim zdaniem zwyciężyły zdecydowanie kwiatowe zapachy. Zapach jest bardzo delikatny i subtelny, z pewnością nie jest przytłaczający czy przesłodzony. Idealny na dzień. Przez tą kwiatową kompozycje pasuje na  letnie klimaty.

I wszystko byłoby cudownie... gdyby nie jeden podstawowy minus - trwałość owych perfum. Niestety, według mnie nie są zbyt trwałe - zapach bardzo szybko ulatuje. Oczywiście brałam pod uwagę, że mogłam przestać je czuć, że się przyzwyczaiłam - ale niestety. Po przetestowaniu na otoczeniu (głównie na chłopaku), również dostawałam głosy, że nie można już ich ode mnie wyczuć po 2-3 godzinach. To raczej duża wada, ponieważ nie wyobrażam sobie wydać 297 zł za 100 ml perfum, które nie są trwałe. 
Być może to moje odczucie, albo wina tkwi w minaturce, którą otrzymałam, a pełnowymiarowe perfumy sprawdziłyby się lepiej - nie mam pojęcia. Nie będę jednak tego sprawdzać, bo po prostu szkoda by mi było pieniędzy na zapach, który nie utrzymuje się zbyt długo na skórze.

Podsumowując : zapach polubiłam, świetnie trafia w mój gust, kompozycja zapachowa jest bardzo miła dla nosa - ale nie skuszę się na pełnowymiarową wersję z powodu zbyt małej w moim odczuciu trwałości perfum.

A może Wy miałyście te perfumy i macie inne odczucia? Jestem bardzo ciekawa :)


Ps. Kolejną notkę planuję już ściśle włosową :D Ale warto, żebyście wiedziały, że nie jestem aż tak zagłębiona w włosomaniactwo, żeby nie interesowały mnie również kosmetyki z innych rodzajów :)







poniedziałek, 25 czerwca 2012

Jak rozpracowuję (rozmasowuję) cellulit ;-)

Hej dziewczyny ;-) Wraz z nastaniem lata (czy już nawet trochę wcześniej), człowiek uświadamia sobie tę przykrą prawdę .... że nieźle się zapuścił przez zimę :-P Było zimno i ponuro, to osładzało się sobie życie różnymi pysznościami, ćwiczyć się nie chciało, balsamować się nie chciało, masować...jakie masować? ;-D 
Oto jak to wyglądało w moim wypadku - może w Waszym przypadku sytuacja wyglądała korzystniej ;-)
Przez takie niedbalstwo wyhodowałam sobie na pośladkach i udach cellulit. Wcześniej los był dla mnie łaskawy i pewne nierówności widoczne były dopiero wtedy, gdy mocno ścisnęłam skórę. No cóż ... Doszło do tego, że nie trzeba było ściskać ;-)

Teraz już mogę patrzeć na to z lekkim przymrużeniem oka, bo moje niszczenie cellulitu trwa od marca. Po 3.5 miesiąca sytuacja przedstawia się znacznie lepiej ;-)
Główne role odegrali panowie po prawej - Eveline zostało zakupione dopiero dziś i swojej recenzji się jeszcze doczeka.


Oczywiście, chcąc pokonać cellulit - co nie jest łatwe, a w wielu wypadkach pozbycie się go całkowicie nie jest możliwe - powinnyśmy rozpocząć działania na kilku polach :

1. Więcej się ruszać, ćwiczyć, biegać, pływać - mniej siedzenia, mniej wiotkiej skóry ;) Czy realizowałam ten punkt? Tak sobie, raczej słabo, z całą świadomością, że jest to jednak podstawowy punkt i mogę sobie pomarzyć o rzeczywistej poprawie stanu pośladków i ud bez regularnych ćwiczeń. Na wiosnę trochę biegałam, ale od czerwca i rozpoczęcia sesji moja aktywność ograniczyła się do spacerów...
Nie ma co się oszukiwać - żaden balsam, tabletki czy masażer nie dadzą takich skutków jak rzeczywisty RUCH :)

2. Zmiana diety - zrezygnować z fast foodów, chipsów, innych słonych przekąsek, pić więcej wody, jeść więcej warzyw.... Taak, wszyscy wiemy jak jest zdrowiej, ale w praktyce różnie z tym wychodzi :) 

3. Pobudzanie krążenia skóry - przez naprzemienne natryski zimną i ciepłą wodą, lub tylko zimną, ORAZ masaże. Ostrą gąbką lub rękawicą pod prysznicem i  te, które ja stosuję, czyli po wtarciu balsamu antycellulitowego - atak masażerem z Oriflame (na zdjęciu) ;-)

Przy tym punkcie się zatrzymam. Naprawdę zachęcam Was do regularnego masowania sfer dotkniętych cellulitem - efekty będą na pewno. Sama jestem zaskoczona, jak regularne co wieczorne sesyjki z masażerem wpłynęły na stan moich ud i pośladków. Są o wiele bardziej gładsze, napięte i jędrniejsze. Masaż powinien być dość intensywny, podobno dobrze jest wtedy, jak nas aż boli :D , no ale przesady nie polecam - mi raz pęknęły naczynka na udach przez zbyt mocny masaż. Szybko doszły do siebie, ale miałam nauczkę ;)
Mój masażer nie jest idealny - wg mnie jest zbyt delikatny, te wypustki są dość miękkie, nie pozwala na takie porządne katowanie się nad skórą ;), ale stwierdziłam, że skoro już go mam w domu, nie będę wydawała kasy na coś innego, tylko dam mu szansę. I moim zdaniem sprawdził się, więc raczej nie zamierzam go zmieniać (dopóki mi się nie rozleci, bo już niebezpiecznie czasem klekocze ;) ) . Dobrze się go trzyma w ręce, sterowanie nim jest wygodne.
Czasem gdy zapominałam go jadąc do chłopaka, masowałam się ostrą gąbką i to też dobry sposób, więc niekoniecznie trzeba wydawać więcej pieniędzy na gadżet do masażu. 
Najważniejsze jest, żeby robić to codziennie - a nawet dwa razy dziennie. 

4. Balsam, serum i inne antycellulitowe kosmetyki - jak najbardziej mogą dołożyć swoje w planie niszczenia pomarańczowej skórki. Czy są w stanie zredukować czy całkiem zniszczyć cellulit? Moim zdaniem same w sobie, nie połączone z innymi działaniami - nie. To jednak tylko balsamy. Mogą ujędrnić skórę, lekko ją napiąć, wygładzić, ale wybierając opcję całkowitego leniucha, czyli tylko wcierania w siebie różnych specyfików, wiele nie osiągniemy.
  
Balsam antycellulitowy, którego ja używałam, to Evitte - zakupiony w Rossmanie za jedyne 5 zł, w cenie na do widzenia. Wzięłam go, bo był najtańszym balsamem anty na półce :D W składzie miał dość wysoko kofeinę i ekstrakty, więc zdecydowałam się spróbować. Wcierałam go tylko w uda i pośladki, bo tylko z tymi sferami mam problem. 
Jako balsam jest ok. Nieźle nawilża, jest dość wodnisty, niewielka ilość wystarczy, by dokładnie się wysmarować. Zapach jest w porządku, aczkolwiek bez szczególnych walorów. Czy działa antycellulitowo? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem najbardziej pomogły mi masaże ciała, a balsam po prostu nie zaszkodził, mógł też dodać od siebie trochę. Wydaję mi się, że lepiej dorzucić kilka zł więcej i kupić coś lepszego, bo ten balsam na pewno będzie za słaby na większy cellulit.

Ogólnie jednak jestem zadowolona z efektów, jakie osiągnęłam po tych kilku miesiącach. Chyba najtrudniej było się zmusić, żeby to wszystko robić regularnie. Ale teraz już się przyzwyczaiłam i stało się to rytuałem. 
Będąc dziś w Superpharmie zachciało mi się spróbować czegoś lepszego na pomarańczową skórkę. Korzystając z tego, że wszystkie produkty antycellulitowe były przecenione, wybrałam sobie Aktywne serum modelujące brzuch i pośladki, który zawiera między innymi wyciąg z bluszczu i kofeiny, skrzyp ,Centella asiatica, wyciąg z alg laminaria. Skład wydał mi się atrakcyjniejszy od balsamu z Lirene, który był troszkę tańszy, ale wartościowe składniki były dość daleko. 
No zobaczymy w każdym razie, jak się sprawdzi :)

A jak wygląda Wasza walka z pomarańczową skórką? Chyba że należycie do szczęściar, które nie mają tego problemu? :D Albo do tych, które po prostu nie przejmują się takimi sprawami?

Muszę jeszcze dodać, że w Superpharmie jest promocja na serum Biovax - dwie buteleczki za 11.99, jeśli się nie mylę :) (mogło to też być 12,99, już nie pamiętam, w każdym razie i tak się opłaca, jedno zwykle jest za jakieś 11-13 zł).
Ja się nie skusiłam, bo mam póki co czym zabezpieczać końcówki, a jak się skończy, to czaję się na ten jedwab :


Nie ma alkoholu, ma wysoko aloes, wygląda naprawdę fajnie :) Za ok. 8 zł w Drogeriach Polskich.

Pozdrawiam ciepło ;-)



środa, 20 czerwca 2012

Tylko częściowo włosowa notka o wszystkim i o niczym.

Dziś notka o wszystkim i o niczym - spędziłam pół dnia w Krakowie, przesiadając się z busa do tramwaju, tramwaju do busa, i tak w kółko, zaliczyłam po drodze odwiedziny w dwóch uczelniach, na które nie mogę już patrzeć i uffff, prawie się roztopiłam w tym upale! Nie zrozumcie mnie źle, bardzo lubię wysokie temperatury, ale ... najlepiej podczas wypoczynku nad wodą :-D Nie w rozgrzanym do czerwoności mieście, z korkami, z tłumami ludzi w tramwajach i jeszcze dźwigając ciężką torbę ;-)
Na szczęście niektóre rzeczy udało mi się załatwić, więc po powrocie do mieszkania zafundowałam sobie chłodny prysznic i póki co - patrzę tępo w komputer. Nie mogę się za nic zebrać do nauki, której jest sporo.


Ostatnio mi się poszczęściło w rozdaniach na blogach i czekam teraz na dwie paczuszki :) Jedna od Aladrieli - gdzie wygrałam między innymi wegańską odżywkę (która bardzo mnie intryguje!), olejek kokosowy z Dabur Vatika,suplement diety megakrzem, a druga od  xkeylimex - a tam czerwony lakier OPI i maskę BingoSpa :) Takie wygrane bardzo cieszą!


Xkeylimex wspomniała też na swoim blogu o możliwości nawiązania współpracy z BingoSpa. Oni sami wyszli z tą ofertą do blogerek kosmetycznych. Jak wiecie, mój blog roi się od recenzji ich kosmetyków, odkąd je odkryłam w tamtym roku, ciągle używam ich produktów. Propozycja wydała mi się więc interesująca, choć doczytałam, że wymagają zamieszczenia dużego baneru na blogu. Niby by mi to nie przeszkadzało - lubię tą markę, baner by mnie nie raził - pytanie tylko, jak bardzo będzie duży :D Nie jest też dla mnie jasne, czy blogerka będzie miała możliwość wybrać sobie z oferty, co ją interesuje - obawiam się, że gdy nawiążą współpracę z bardzo dużą ilością blogerek, to z pewnością nie będzie indywidualnego podejścia i możemy dostać kometyki, którymi nie jesteśmy bardzo zainteresowane. Ale - może się mylę, w końcu nie wiem jak to dokładnie będzie wyglądało. Nad zgłoszeniem się zastanowię. 
A Wy co o tym sądzicie?


.....................................................


Jak Wasze włosy znoszą takie upały? Bo moje okropnie! Są albo przetłuszczone już po jednym dniu, albo beznadziejnie przesuszone. Nie mogę teraz ich opanować i nie wiem, jak im dogodzić. Uff.... Jak tak dalej pójdzie, to aktualizacji czerwcowej włosów nie będzie :)


Skoro już tradycyjnie zeszło na temat włosów, wypatrzyłam ostatnio w Rossmanie nowe szampony z Barwy - jajeczny, piwny i żurawinowy. Mają trochę inną butelkę niż reszta ich szamponów, mają też większą pojemność. Oczywiście nie mogę kupić żadnego szamponu, bo mam szlaban, ale kiedyś na pewno kupię ten piwny :)





Jest też promocja na kosmetyki Alterry - 6.99 za szampony, odżywki i maskę, jeśli się nie mylę. Nowy szampon, kofeinowy, nie został niestety przeceniony. Na niego też mam chętkę ;-)




A, i zapraszam chętnych ma moje mini rozdanie :)     !KLIK !


                            Zapraszam na rozdanie na blogu

                                               http://immenseness.blogspot.com



http://immenseness.blogspot.com/2012/06/wakacyjne-rozdanie-u-immenseness.html

Masa nagród do zdobycia :)



wtorek, 19 czerwca 2012

Olejek łopianowy z witaminami.

Hej dziewczyny ! Przybywam dziś z kolejną notką o rosyjskich wynalazkach :-) Tym razem na celowniku jest 100% naturalny łopianowy olejek z witaminami.


Prawda, że ładnie się prezentuje? ;-)


Na stronie  kalina-sklep  można się dowiedzieć, że ....

Dzięki starannie dobranej kompozycji składników olejek idealnie odżywia włosy od cebulek, aż po same końce. System korzeniowy włosa staje się mocniejszy i odporniejszy.
Bogaty w składniki odżywcze i witaminy olejek przywraca włosom zniszczonym, osłabionym i skłonnym do wypadania siłę, energię oraz zdrowy wygląd.
Szczególnie polecany do stosowania przy osłabieniu organizmu, przewlekłych chorobach, anemii, dietach, które skutkują osłabieniem cebulek włosowych i wypadaniem włosów. 

Do wyboru mamy aż trzy olejki łopianowe -czysty olej łopianowy, z olejkiem jojoba plus kiełki pszenicy i  łopianowy z witaminami. Ja wam prezentuję ten ostatni ;)
Wszystkie mają bardzo atrakcyjną cenę - 13.90. Myślę, cena bardzo w porządku - czysty olejek łopianowy z innej firmy, który kiedyś chciałam kupić, kosztuje ok. 30 zł. A po co przepłacać :)

Olejek mieści się w 150 ml buteleczce. Aplikacja jest bezproblemowa,  bo po odkręceniu nakrętki na szczęście nie ukazuje nam się duży otwór, przez który tradycyjnie wylewałoby się nam go za dużo - ale mamy mały otworek, który umożliwia nam kontrolę nad aplikacją. Oczywiście polecam wszystkim chyba znany sposób z wylewaniem olejku na spodeczek i maczając w nim palce, wmasowywać we włosy i skalp - zużyjemy go o wiele mniej, niż gdybyśmy wylewali na dłonie.
Producent poleca też rozgrzać olejek w dłoniach przed wmasowaniem - ja tego nie robiłam, za to masowałam długo skórę głowy ;)

O mocy łopianu chyba słyszał już każdy - ma on świetne działanie na słabe, wypadające włosy. Odżywia uszkodzoną strukturę włosa, zmniejsza wypadanie i wzmacnia cebulki, działa antybakteryjnie, przeciwłupieżowo, zmniejsza przetłuszczanie włosów. Dla mnie zawsze obok skrzypu i pokrzywy  kojarzył się z dobrym wpływem na włosy :)

Według opisu, możemy olejek stosować zarówno na włosy jak i na skórę głowy. Ja stosowałam go na oba sposoby, ale z przewagą wmasowywania skalp - uważam, że skoro ma wzmacniać cebulki i przeciwdziałać wypadaniu, tam głównie należy go aplikować :) Ale jego działanie na włosy też jest bardzo fajne - włosy były błyszczące i wygładzone. 

Producent zaleca stosować go przez okres 6 miesięcy przynajmniej 2 razy w tygodniu. Nie mamy tu więc obietnic, że już po tygodniu nasze włosy będą odżywione i wzmocnione, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ale ten punkt jest dla mnie oczywisty - tylko dzięki regularnemu stosowaniu olejków możemy zobaczyć efekty.

Olejek moim zdaniem jest bezzapachowy - taka mała odmiana po indyjskich olejach ;-) Ja przynajmniej nie wyczuwam żadnego konkretnego zapachu. Nie jest też bardzo tłusty, jak na olejek, spotkałam się już z cięższymi olejkami.

Podsumowując - bardzo ciekawy olejek, z obietnicą realnego wzmocnienia włosów przy regularnym i dłuższym stosowaniu.


Na koniec skład olejku - prosty i nieskomplikowany, ale to co ma być, jest :). Najbogatszy jest jednak ten z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba.







Poczuł się ktoś skuszony? :-D

wtorek, 12 czerwca 2012

Rosyjskie kosmetyki po raz pierwszy - balsam do włosów na brzozowym propolisie.

Witam wszystkich po raz drugi dzisiejszego dnia ;-)
Ostatnio miałam przyjemność testować balsam do włosów, który otrzymałam w ramach współpracy od sklepu kalina [http://kalina-sklep.pl]. Na rosyjskie kosmetyki miałam chrapkę już od jakiegoś czasu, kiedy zorientowałam się jak bardzo atrakcyjne są ich składy,  a także pojemność oraz cena. Na blogach póki co jest jeszcze o nich stosunkowo cicho, ale już niektóre włosomaniaczki wyczuły sprawę i pojawiają się pierwsze recenzje tych kosmetyków. Myślę, że niedługo zrobią się bardzo popularne ;-) I nie będę się dziwić - moje pierwsze zetknięcie się z tymi kosmetykami okazało się bardzo, bardzo pozytywne.



Słówko ze strony kalina-sklep.pl :

Babcia Agafia mówiła: „Jeśli Twoje włosy stały się słabe i matowe zbierz Propolis Brzozowy ze słonecznych pól i łąk, dodaj go do wyciągu z kotków Brzozy, lipowego miodu i Mydlnicy lekarskiej i umyj tym włosy, by włosy stałe się zdrowe i silne”.

 Przy tworzeniu balsamu  № 2 na brzozowym propolisie uzupełniono recepturę babci Agafii organicznym ekstraktem Pokrzywy, olejkami eterycznymi Żeń-szenia i Wrzosu, aby regeneracja włosów była jeszcze bardziej efektywna i skuteczna.

Zacznę od składu, bo to on mnie najbardziej zainteresował ;-)
Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Betula Alba Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Betula Alba Flower Pollen Extract, Betula Alba Flower Tar, Mel, Urtica Dioica Extract, Panax Ginseng Oil, Calluna Vulgaris Oil, Propolis Extract Milk, Cetearyl Alcohol, Cetyl Ether, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Takie bogactwo składników powinno zapowiadać świetne działanie na włosy i nie będę ukrywać, że tak właśnie jest ;-) Balsam zawiera między innymi
Żywicę sosny długoigielnej, 
wosk pszczeli,
p
yłek kwiatowy, 
wyciąg z kory brzozowej, olej z liści rozmarynu, miód lipowy, ekstrakt z liści pokrzywy, olej wrzosowy. 



Balsam NIE zawiera parabenów, silikonów i SLS. Dziewczynom zwracające uwagę na składy powinien się bardzo spodobać ten kosmetyk.



Do wyboru mamy balsam na kwiatowym propolisie, łopianowy oraz cedrowy. Przyznam, że każdy mnie strasznie zainteresował :) Wybrałam w końcu brzozowy, bo skusiło mnie magiczne słówko REGENERACJA ;-)



Moje wrażenia ze stosowania balsamu:

Zapach: wybija się wyraźnie zapach wrzosu. Według mnie całkiem przyjemny, nie bardzo intensywny - po spłukaniu z włosów jest niemal niewyczuwalny.

Konsystencja -  lekka, nie nazwałabym jej wodnistą, ale też nie jest gęsta. Przez to balsam jest według mnie trochę niewydajny - ponieważ lubię czuć, że nałożyłam na włosy odżywkę, a ten balsam się jakby wchłaniał we włosy w małej ilości, mam skłonność do dawania go więcej ;) Nie jest to szczególnym minusem, bo balsam ma aż 600 ml - i tak powinien starczyć na długo.

Wydajność/cena - jak wyżej - wg mnie nie jest zbyt wydajny, ale ze względu na pojemność i koszt - 18.50 na stronie kaliny - uważam, że sprawa jest wyrównana ;-) 

Opakowanie/aplikacja - bardzo podobają mi się wizualnie te balsamy - wyglądają tak elegancko ;-) Butelka jest duża, zakończona wygodnym aplikatorem. Nie trzeba odkręcać nakrętki, nie ma ryzyka wylania zbyt dużej ilości kosmetyku - bardzo podoba mi się ten sposób aplikacji.

Stosowanie
Nanieść na wilgotne umyte włosy, rozprowadzić równomiernie na całej długości, zostawić na 1-2 minuty, zmyć wodą. Do codziennego stosowania.
Ja zawsze zostawiam ten balsam na dłużej, ok. 10-15 minut, 2 minutki to wg mnie za krótko.
Oprócz nakładania na włosy, wmasowywałam go także w skórę głowy, nie obciąża moich cienkich włosów.
Efekty : wg mnie to naprawdę świetna odżywka - spełnia wszystko, czego oczekuje od takiego kosmetyku. Włosy są błyszczące, łatwo się rozczesują, są nawilżone, miłe w dotyku. Od razu po nich widać, że zostało na nie nałożone coś dobrego ;-) Na zdjęciu widocznym w prawym pasku są właśnie po całonocnym olejowaniu i rano po zmyciu potraktowane tym balsamem.  Ja jak wiecie,  lubię używać masek, z bogatym składem, bo często zwykłe odżywki są dla moich włosów za słabe, ale ten balsam stawiam na równi z moimi ukochanymi maskami ;-) Bardzo mnie ciekawią inne rodzaje tego balsamu, czy również ich działanie będzie takie fajne na włosy.


Podsumowując - polecam. Za tę cenę, pojemność i skład warto spróbować. Więcej o tym kosmetyku można przeczytać tu - http://kalina-sklep.pl/balsam-na-brzozowym-propolisie-bez-parabenow-600ml-p-172.html