poniedziałek, 22 czerwca 2015

Trochę nowego do pielęgnacji - Isana, Alterra, Himalaya...

Dawno nie byłam na kosmetycznych zakupach - nadal sukcesywnie niszczę swoje 'zbiory'. Doszłam do etapu posiadania jednego szamponu! Aż sama byłam zdziwiona, gdy to odkryłam ;) Skończyły mi się również wszystkie kremy do twarzy, więc musiałam wybrać się do Rossmana. Akurat trafiłam na pierwszy dzień z nowymi promocjami, więc w zasadzie wszystko, co kupiłam, było na obniżce.


Szampony z Isany z serii Professional. Nigdy nie zwracałam na nie uwagi, w ogóle raczej nie kupuję z Isany kosmetyków do pielęgnacji włosów (z drobnymi wyjątkami). Były po 4.99, regularna cena to 10 zł. Wzięłam Power Volumen, który ma zwiększać objętość włosów i ten dla włosów brązowych. Użyłam już obydwu, ale na razie się nie wypowiem, dopóki nie minie trochę czasu. Ten dla brązowych ma bardzo fajny kolor i konsystencję - zupełnie jakbym wylewała na dłoń syrop czekoladowo-karmelowy ;-)) 

Wzięłam również spray termoochronny z Isany - czasem zdarza mi się kręcić włosy lub lekko prostować, więc przyda się na takie wypadki. Nie ma rewelacyjnych opinii, ale nie będę po niego sięgała zbyt często, więc mi nie zależy ;) Kosztował 4-5 zł, już nie pamiętam.

Zawsze chętnie sięgam po żele z Isany, tym razem trafiłam na ładną wersję limitowaną o zapachu mango. Bardzo fajny, w sam raz na wakacje :)

Zanim wybrałam krem do twarzy, zrobiłam mały wywiad w Internecie, co jest najbardziej polecane. Propozycji oczywiście mnóstwo, ostatecznie wybrałam krem na dzień z Alterry z ekstraktem z winogron i białą herbatą. Ma dobre opinie i charakterystyczny dla Alterry naturalny skład, więc to przede wszystkim zaważyło na wyborze. Im mniej chemii na twarz, tym lepiej ;) Jak na razie użyłam kilka razy i jestem zadowolona.

Byłam też w drogerii Koliber, gdzie trafiłam na promocję mydełek Himalaya - 2.99 plus jeden gratis. Wzięłam ten z kurkumą i neem (chyba najpopularniejszy) oraz z miodem. Będę czasem oczyszczała nimi twarz.
W Kolibrze wpadł mi też w oko koralowy lakier Golden Rose, nr 244. Piękny, takiego kolorku szukałam od dawna, coś między czerwienią, a pomarańczowym. 


----------------------------------------------------------------


Przy okazji pochwalę się, gdzie spędzałam długi weekend czerwcowy :)


Karkonosze, widok na schronisko Samotnia, Strzechę Akademicką i oczywiście nad tym wszystkim Śnieżkę :)


A tu ze Śnieżki widok na Dom Śląski. 

Mieliśmy piękną pogodę, a to w górach podstawa :) Piękny, ale i bardzo wyczerpujący weekend - nie wypoczęłam :-D





wtorek, 26 maja 2015

Włosy w maju - aktualizacja.

Ostatnio coraz rzadziej robię zdjęcia włosów, bo wraz z długością robią się coraz bardziej niesforne i nieporządne. Nie ukrywam, że wymagają podcięcia, bo na wielu zdjęciach już zobaczyłam, że końce robią się przezroczyste.

Na tym tego tak bardzo nie widać, bo są wymuskane i czesane chyba z pół h :-P



Upłynęły prawie dwa miesiące od zdjęcia po lewej. Coś urosły, ale raczej standardowo. Do przyspieszania stosuję teraz kurację z Joanny Power Hair, ale szczerze szału nie robi, mimo ciekawego składu.

Włosy na zdjęciu umyte są czarnym mydłem Agafii, które wreszcie zdobyłam - z wymiany ;) Mam okazję przetestować to sławne mydło, na pewno pojawi się recenzja. Jak widać z myciem włosów radzi sobie spoko, ale maska jest konieczna po wszystkim.



Włosy pewnie podetnę po wakacjach, bo czekają mnie dwa wesela i zwyczajnie szkoda mi długości ;) Trudno w to uwierzyć, ale we wrześniu minie ROK, odkąd ostatni raz to robiłam!

Ostatnio coraz bardziej kombinuję z kręceniem włosów, bo tak się stało, że mam dwie lokówki ;), ale póki co rozpacz mnie ogarnia. Moje włosy prostują się już po 20 minutach od zakręcenia, co jest lekko frustrujące. Jak już niszczyć włosy, niech przynajmniej cieszę się efektem, a nie takie nie wiadomo co ;) Możecie polecić jakieś superutrwalające pianki, lakiery itd? To temat, na którym w ogóle się nie znam... 



środa, 13 maja 2015

Fitness Platinium - jakie zajęcia polecam, co sądzę o tym klubie?

Wiosna to jak co roku okres, kiedy z przerażeniem odkrywamy, ile tłuszczyku wyhodowałyśmy pod bezpiecznymi, długimi, ciepłymi swetrami i innymi częściami garderoby. Rozpoczyna się odliczanie tygodni do wakacji, a wraz z liczeniem rośnie motywacja, żeby coś ze sobą zrobić. Na wiosnę widać najwięcej biegaczy, dla niektórych rzecz jasna bieganie to już styl życia, ale po znacznej części widać, że ta aktywność rodzi się w mękach ;-)

Dla mnie to pierwsza wiosna w życiu, kiedy nie dołączam do tego grona osób. Bo tak, zawsze motywacja pojawiała się dopiero na wiosnę, wtedy odkopywałam ciuchy do biegania, stare, wysłużone Nike i zaczynałam biegać. Motywacja zwykle kończyła się po kilku tygodniach, coraz dłuższe przerwy, które kończyły się całkowitym zerwaniem z ćwiczeniami. Na marginesie - bieganie nigdy nie było moją ulubioną aktywnością, może dlatego tak szybko kończył mi się zapał ;)


Źródło: Internet

Tym razem mogę z dumą powiedzieć, że już nie muszę desperacko starać się wyrobić sylwetkę w kilka tygodni. Ćwiczyłam całą jesień i zimę, regularnie od listopada, odkąd stałam się posiadaczką karty MultiBenefit, która daje mi możliwość darmowego wstępu do wielu obiektów sportowych. Świetna sprawa :) Kiedy tylko ją dostałam, zaczęłam przede wszystkim regularnie chodzić do fitness klubu i odkryłam, że chyba to właśnie było mi potrzebne, żeby regularnie ćwiczyć. Mimo że ogólnie lubię działać indywidualnie, w kwestii ćwiczeń zdecydowanie mi to nie wychodziło. Szybko się nudzę i zniechęcam, muszę mieć ciekawie i z urozmaiceniami ;-) Dlatego zajęcia grupowe w Fitness Platinium były strzałem w dziesiatkę, bo dostałam to co chciałam - mnóstwo różnorodnych zajęć z wykorzystaniem ciekawych technik i urządzeń, zero monotonii i rutyny. 

Dziś chciałabym Wam opisać, które zajęcia polecam w Fitness Platinium i bez których nie wyobrażam sobie już tygodnia :) Koncentruję się na FP na Zakopiance w Krakowie, bo tam jestem stałym gościem. Wg strony Zumi w rankingu najlepszych klubów w Polsce plasuje się całkiem nieźle, bo na 7 miejscu na 65. Jeśli chodzi o sam klub - jest bardzo duży, mnóstwo maszyn, dobrze wyposażona siłownia, 2 sale do zajęć fitness, sala do Active Walk, do Spinningu i tzw. Strefa Kobiet, gdzie znajdziemy takie śmieszne maszyny jak platforma wibracyjna czy rolleny. Z tej sali nie korzystam, bo raczej nie interesuje mnie stanie i trzęsienie się z pasem wibracyjnym :-D Ale dla każdego coś dobrego. Z mojej strony ukłon w stronę Platinium, bo starają się bardzo i sprowadzają wszystko, co akurat jest na topie. Spotkałam się z opiniami, że Platinium jest lansiarskie, chodzą tam same wymalowane dziewczyny i napompowane chłopaki i jak w każdej opinii, jest w tym część prawdy ;) Jasne, zdarzają się dziwne osoby, ale kto by się tam przejmował? Przychodzę tam ćwiczyć, a nie szukać przyjaciół ;) 
Fajną sprawą jest, że z łazienek jest bezpośrednie przejście do saun - mamy do wyboru suchą lub łaźnię parową. Bez dodatkowych opłat. Wygrzać się po męczącym treningu - bezcenne :)

Dla mnie na 1 miejscu jest jaki jest poziom zajęć i podejście trenerów, a to w moim mniemaniu jest na bardzo wysokim poziomie. Gdy tam zaczynałam chodzić, zaskoczyło mnie przede wszystkim, jak ogromnie zmotywowane są wszystkie osoby uczęszczające w zajęciach. Tam nie ma leżenia, śmiania się, odpuszczania sobie - każdy z zaciętością ćwiczy do upadłego :-D Dla mnie to jest super, bo dodatkowo motywuje - łatwiej sobie odpuścić, gdy wszyscy odpuszczają. Trenerzy czuwają nad tym, żeby wszystko przebiegało bezpiecznie, ale i dawało wycisk :)

No ale tak ogólnie to mogłabym pisać i pisać, bo naprawdę wciągnęłam się w fitness ;) Może przejdę konkretnie, które zajęcia idealnie trafiły w mój gust.

1. Active Walk. 

Active Walk jest nowością na rynku fitness, którą warto wypróbować. Jej fenomen tkwi w specjalnych, bezsilnikowych, wąskich bieżniach napędzanych siłą własnych mięśni. Dzięki temu masz całkowitą kontrolę nad swoim ciałem i obciążeniem. Walkery uniesione są lekko do góry, dzięki czemu świetnie imitują górskie wędrówki. Program Active jest przeznaczony dla wszystkich grup wiekowych, zawiera szerokie możliwości treningowe i znacznie mniej obciąża stawy. System ćwiczeń może opierać się na samych bieżniach lub w połączeniu z innymi przyrządami gimnastycznymi.

Dzięki tym innowacyjnym zajęciom:
stracisz zbędne kilogramy,

wyrzeźbisz mięśnie,
wzmocnisz ciało,
wysmuklisz sylwetkę,
odczujesz fizyczną i umysłową równowagę
skutecznie zredukujesz stres.

Rodzaje zajęć Active Walk:

Active Walk Program oparty na szybkim marszu połączonym ze specjalnym zestawem ćwiczeń angażujących nie tylko mięśnie pośladków, ud i nóg, ale także ramion i brzucha w całości wykonywany na bieżniach. 
Zajęcia o wysokiej intensywności.

Walk&TBC Zajęcia łączące trening aerobowy na bieżniach Active Walk z ćwiczeniami kształtującymi górne i dolne partie mięśniowe z użyciem dodatkowych obciążeń. Doskonale modeluje całą sylwetkę i pomaga spalić tkankę tłuszczową, idealny dla osób w każdym wieku, początkujących jak i zaawansowanych.
Walk&Shape Trening o średniej intensywności składający się z dwóch części- pierwsza z wykorzystaniem bieżni ukierunkowana na spalanie tkanki tłuszczowej, druga- skupiona na ćwiczeniu mięśni brzucha.


Pierwszy filmik instruktażowy właśnie z Fitness Platinium - chodzę czasami do tej pani na zajęcia, ale prowadzi tylko w czwartki, więc nie zawsze udaje mi się być. Filmik jest spokojny, więc nie widać, jaki wycisk daje naprawdę :-D Po kwadransie ma się ochotę już położyć na tej bieżni ;)

Tutaj coś bardziej energicznego. Ogólnie zajęcia zależą od stylu prowadzącego, można zrobić na bieżni naprawdę mnóstwo rzeczy, wszystko zależy od kreatywności :)


Ja chodzę głównie na zajęcia do Renaty Mączyńskiej, która jest jedną z najlepszych instruktorek w Platinium. Mega power, energia, pozytywna atmosfera, a jednocześnie skupienie i koncentracja. To były jedne z pierwszych zajęć, na które się ośmieliłam wejść i mimo, że kondycyjnie wysiadałam i nie dałam rady zrobić nawet 1/5 ćwiczeń, wytrwale chodziłam. Teraz to jedne z moich ulubionych zajęć, czuje się na nich pewnie (choć nieraz nadal nie daję rady ;) ), dają mi pozytywnego kopa i mimo zmęczenia mam po nich więcej energii, niż wcześniej. 

Z osobistych efektów - pięknie wyrabiają się nogi, wysmuklają, jeszcze nigdy nie miałam tak jędrnych ud, jak teraz ;) Active jest świetny na spalanie tkanki tłuszczowej. Mimo że nie schudłam, bo ważę bardzo podobnie jak przed ćwiczeniami, ciało wygląda całkiem inaczej - jest mniej otłuszczone. 

2. Energy Jump.

Zajęcia wbrew prawu grawitacji... za to zgodnie z prawem świetnej zabawy. Trampolina do aerobiku to wytrzymała mata do skoków. Na trampolinie może ćwiczyć każdy bez względu na wiek i płeć. Zajęcia nie tylko dla wytrwałych sportowców i młodych osób, które trenują od dłuższego czasu. To świetne rozwiązanie dla każdego, także dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z fitnessem. Aerobic na trampolinach jest formą treningu interwałowego, podczas którego mamy do czynienia z naprzemiennym wysiłkiem. Trening ten niesie ze sobą całą masę pozytywnych skutków dla ciała i ducha.To rewelacyjny sposób na pozbycie się stresu i napięcia związanego z codziennymi obowiązkami. Jest to bezpieczna forma ćwiczeń, która nie obciąża stawów, a jednocześnie wzmacnia mięśnie. Oprócz poprawy krążenia trampolina wpływa także na układ oddechowy oraz pozwala na skuteczną pracę nad równowagą.


Bardzo, bardzo popularne zajęcia ;-) Ja chodzę do Agi Stasik i w zimie nieraz trzeba było się zapisywać z 2dniowym wyprzedzeniem. Trampolin jest tylko 20, więc liczba miejsc ograniczona :)
Niech Was tylko nie zmyli, że to taka lekka zabawa - to niezły wycisk. Pamiętam, że po moich pierwszych zajęciach byłam cała mokra, grzywkę to mogłam sobie zaczesać do góry i tak by została :-D Bardzo wysoka intensywność treningu. Fajne jest to, że jest oryginalnie, można poćwiczyć zmysł równowagi, no i spalić setki kalorii. Super ćwiczenie na nogi, ale i na całe ciało - podczas skakania wszystko pracuje ;)

3. Bosu funkcjonalne.

Ćwiczenia na BOSU doskonale wpływają na mięśnie posturalne, uelastyczniają kręgosłup a przy okazji kształtują świadomość własnego ciała. W tym przypadku ćwiczenia wykonywane są bardzo dynamicznie(w maksymalnym, indywidualnym tempie i zaangażowaniu ćwiczącego). BOSU jest wprost wymarzonym urządzeniem do wszelkiego rodzaju podskoków, przeskoków, wyskoków. Dzięki unikalnej budowie amortyzuje siłę uderzenia, w momencie styku stopy z kopułą. Z BOSU można poprawiać siłę, wytrzymałość, zwinność oraz równowagędku ćwiczenia wykonywane są bardzo dynamicznie(w maksymalnym, indywidualnym tempie i zaangażowaniu ćwiczącego). 


Na bosu chodzę głównie do Kasi Kurek, mojej drugiej ulubionej trenerki w Platinium :) Prowadzi wiele zajęć, FitBall, ABT, Step i zawsze przychodzi do niej mnóstwo ludzi. Nic dziwnego - ma mnóstwo energii, na zajęciach jest wycisk, ale też pełno humoru, bo ma zwyczaj chodzić między ludźmi i ich rozśmieszać ;) Bardzo lubię zajęcia przez nią prowadzone. Co do bosu - jeszcze w 100% go nie ogarnęłam i wiele ćwiczeń sprawia mi trudność. Utrzymanie równowagi, brzuchy na bosu - proste to to nie jest ;-) Ale im trudniej, tym ciało intensywniej pracuje. 

Chodzę też na wiele innych zajęć. Pump - ćwiczenia ze sztangami (obciążenie wybiera sobie każdy sam), Brzuchomanię, ABT - na co mam ochotę i co mi przyjdzie do głowy. Fajnie jest mieć wybór i fajna jest różnorodność - chyba to był klucz do mnie, żebym regularnie ćwiczyła :)

A na jakie zajęcia NIE chodzę?

Nie zobaczycie mnie na Zumbie i na Stepie. Moja pamięć ruchowa i koordynacja jest bardzo, bardzo kiepska :-D Nie nadaję się do żadnych zajęć, które wymagają zapamiętania kroków lub tanecznych ruchów. Jestem jak kawałek drewna w tych sprawach ;) Nie chodzę też na Spinning, bo rower mnie nudzi. To już wolę na świeżym powietrzu. 


Taki nietypowy post, ale lubię mówić o moich ćwiczeniach, no i zauważyłam, że post o kręceniu hula-hop jest teraz często odświeżany ;) 



czwartek, 30 kwietnia 2015

Rossman, szybkie i skromne zakupy kolorówkowe.

Właśnie wróciłam z Rossmana - nie należało to do najprzyjemniejszych przeżyć. Cała drogeria świeciła pustkami, bo wszystkie kobietki skupiły się na szafach z kolorówką ;) Z tego względu szybko rozbolała mnie głowa i po wzięciu kilku rzeczy, o których już wcześniej myślałam, opuściłam czym prędzej sklep. Nie należał też do przyjemnych widok, jak wszystko jest odkręcane i testowane na dłoniach czy też bezpośrednio na twarzy. Można się zniechęcić do zakupów... No cóż, swoje kosmetyki wzięłam z tylnych rzędów, mimo świadomości, że i tak nie mam pewności, czy macane nie było. Jedynie nadzieję ;) 

Promocja -49% zachęca co prawda do wzięcia droższych rzeczy, ale ja jestem z innej kategorii - biorę rzeczy tanie, żeby mieć jeszcze taniej ;-)) Zresztą, nigdy nie wydawałam dużo na kolorówkę. Chciałam przede wszystkim kupić jakiś tusz z Wibo i bazę pod cienie. Do tej pory byłam wierna zielonemu Wibo, ale chciałam przetestować coś innego. Extreme lashes miał dość dobre opinie, więc padło na niego. 


Zbiera minusy za osypywanie się, ale czego wymagać od tuszu za niecałej 10 zł. Już przeszedł pierwsze testy i pierwsze wrażenie pozytywne, zobaczymy, co będzie dalej ;-)

Baza pod cienie z Wibo to strzał w ciemno, niewiele o niej czytałam. W ogóle nie wiedziałam, że Wibo ma bazę pod cienie ;) Od dawna szukam czegoś fajnego z tej kategorii, ale coś nie mam szczęścia. Może Wy mi coś polecicie? Tylko nie Duraline z Inglota, bo już miałam.
Cena regularna - 10 zł.

Kobaltowy liner wpadł mi w oko ot tak, nie był planowany. Dopiero teraz zobaczyłam, że ma fatalne opinie na KWC, no cóż ;) Zobaczymy, co u mnie będzie. Ma piękny kolorek, ale ponoć jest niezbyt trwały... Zapłaciłam za niego 5 zł, więc płakać nie będę.

Do zdjęcia nie załapał się żel do ciała z Isany o zapachu malinowym, edycja limitowana. Bardzo słodki.

Za całość zapłaciłam 16 zł - to lubię ;) W kolejnej części promocji będą szminki - być może się na jakąś skuszę, choć ostatnio ze smutkiem wszystkie pomadki leżą u mnie odłogiem. Nie mogę malować ust, bo są zbyt przesuszone od Izoteku i pomadka fatalnie na nich wygląda. Na szczęście kurację już skończyłam i powoli wszystko będzie wracać do normy.

To tyle, miłego dnia!


piątek, 24 kwietnia 2015

Mydło, maska i olejek - jak się sprawdziły? Recenzja rosyjskich kosmetyków.

Te kosmetyki trochę czekały na swoją recenzję, ale lepiej późno, niż wcale :) Intensywnie używałam ich w tamtym roku, zachwycona pięknymi składami, zapachami i opakowaniami ;-) Dziś na celowniku kwiatowe mydło Babuszki Agafii, czarna marokańska maska (na bazie olejku arganowego, hit dla wielu włosomaniaczek), wzmacniający olejek do włosów. 


Zacznę od kwiatowego mydła, które jest chyba odrobinę mniej znane w blogosferze - większe zachwyty zbiera czarne mydło, którego swoją drogą jeszcze nie miałam okazji spróbować.  
Od strony estetycznej kosmetyk prezentuje się bardzo ładnie, wnętrze zabepieczone jest dodatkowym wieczkiem. Żeby uniknąć ciągłego wkładania paluchów i narażenia dużej części kosmetyku na zepsucie, warto przełożyć część do mniejszego słoiczka. Pojemność jest bardzo duża, bo aż 500 ml. 


Mydełko przeznaczone jest do mycia całego ciała, nadaje się i do włosów, i do twarzy. Taki wielofunkcyjny kosmetyk :) Skład ma bardzo ładny, dużo olei i ekstraktów:

Aqua, Cedrus Deodara Oil, Linum Usitassimum Oil, Arcticum Lappa Oil, Davurica Soybean Oil, Brassica Alba Oil, Hip pophae Rhamnoides Oil, Corylus Avellana Oil, Camelina Sativa Oil, Rosa Canina Oil, Pulmonaria Officinalis Intract, Calluna Vulgaris Intract, Hypericum Perforatum Intract, Tilia Cordata Intract, Origanum Vulgare Intract, Epilobium Intract, Chamomilla Recutita Intract, Salvia Officinalis Intract, Tusillago Farfara Intract, Centaurea Jacea Intract, Leuzea Carthamoides Intract, , Sodium Laureth Sulfate, Sorbitol, Cocamide DEA, Anemome Sylvestris Extract, Adonis Sibirica Extract, Malva Sylvestris Extract, Melilotu Officinalis Extract, Aralia Mandshurica Extract, Phellodendron Amurense Extract, Hesperis Sibirica Extract, Sorbus Aucuparia Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Saponaria Alba Officinalis Extract, Saponaria Rubra Officinalis Extract, Polygala Sibirica Extract, Beeswax, Propylene Glycol Chenopodium Amrosioides Extract, Mel, Propolis, Nectar Floralis, Pollen, Methylisothiazolinone.

Nie jest super-naturalnie, bo mydełko zawiera SLS, ale w środku składu, więc go ignoruję :-P Zresztą, nie jestem już maniaczką naturalności, od dawna już myję włosy tradycyjnymi szamponami i jest dobrze :) Opis składników znajduje się w podlinkowanym sklepie, więc nie będę kopiować - lista jest naprawdę długa.


Konsystencja mydełka jest gęsta, coś jak zbity żel. Do umycia twarzy wystarczy odrobina z tego, co nałożyłam na palec. Najmocniejszym atutem rosyjskiego kosmetyku jest ZAPACH, w nos uderza nas aromat słodkich kwiatów. Bardzo go lubię :)

Jak używałam mydełka? Głównie sprawdzałam, jak radzi sobie jako żel do twarzy. Wynik? Bardzo dobry. Nie przesuszał, nie czynił szkód cerze - w skrócie - łagodny i przyjazny :) Z drugiej strony - nie mogę powiedzieć, żeby robił coś ''wow'', nie widziałam, żeby jego działania odbijało się jakoś szczególnie pozytywnie na skórze. No ale - to tylko żel, którym myłam szybko twarz i spłukiwałam, więc też nie ma co wymagać cudów :)
Użyłam go też kilka razy do włosów, ale tu efekt był taki sobie. Domywał włosy, nie były po nim suche (może trochę końcówki), ale szybciej robiły się obciążone. Więc jako 'szampon' nie zdawał do końca egzaminu. Ponoć czarne mydło pod tym względem jest o niebo lepsze.
Do ciała używałam go rzadko, bo było mi szkoda ;) Działanie - tradycyjne, za bardzo nie ma co się rozpisywać.

Ogólnie podsumowuję go pozytywnie, ale nie uważam, żeby był niezbędnikiem w mojej pielęgnacji. Może kiedyś porównam go z czarnym mydłem.
Cena - ok. 40 zł, warto patrzeć na promocję na Skarbach Syberii, teraz jest np. za 35.


Czarna marokańska maska z Planeta Organica. Oj, bardzo chciałam ją mieć, naczytałam się o super efektach ;-) 


Na 1 miejscu zawiera cenny olejek arganowy, więc jeśli wiemy, że nam służy - warto spróbować.

Aqua with infusions of Organic Argania Spinosa Kernel Oil (organiczny olej arganowy), Organic Citrus Aurantium Amara Flower Oil (organiczny olejek neroli), Laurus Nobilis Leaf Extract (olej laurowy), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Eucalyptus Globulus Leaf Oil (olejek eukaliptusowy), Lavandula Angustifolia (lavender) Oil (olejek lawendowy), Origanum Vulgaris Extract (wyciąg z oregano), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Srearate, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether,Isopopyl Palmitate, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid

A ja powiem tak. Szału u mnie nie zrobiła ta maska. Niesamowicie pachnie (trochę jak męskie perfumy, przyjemny zapach), cudownie zmiękcza i nawilża włosy, tego jej nie mogę odmówić, ale ma podstawową wadę - pozbawia moje włosy całkowicie objętości. Są miękkie i błyszczące, ale sprawiają wrażenie oklapłych - a tego nie lubię. Myślę, że dla wysokoporowatych włosów będzie bardzo dobra, ja jednak nie mam włosów wymagających dociążenia.
Cena - ok. 30 zł, teraz jest za 22.


I na koniec wzmacniający olejek Agafii. Pokładałam w nim chyba największe nadzieje, bo jak wiecie - kocham olejki do włosów :-D

Prezentuje się chyba najciekawiej ze wszystkich dzisiaj zaprezentowanych kosmetyków. Ma ładny zielony kolor, w środku jest taka jakby kolba z ziarnami, więc wylewając porcję olejku zawsze jakieś ziarenko się załapie :-D Super to wygląda, wizualnie jestem zachwycona tym olejkiem. Ma też rewelacyjny zapach (zapachy to mocna strona rosyjskich kosmetyków ;) ), kwiatowy, słodki.


Skład również jest na piątkę, zawiera same naturalne składniki:

Arctium Lappa Seed Oil, Coriandrum Sativum (Coriander) Seed, Carum Carvi (Caraway) Seed, Organic Hippophae Rhamnoides Oil, Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Seed, Allium Cepa (Onion) Root Extract, Ocimum Basilicum (Basil) Oil, Abies Sibirica Oil. 

No i tak to czasem jest, że wszystko się pięknie zapowiada, ale ostateczny efekt wcale ... głowy nie urywa ;-) Nie chciałam na początku uwierzyć, że to przez ten olej, próbowałam z różnymi szamponami, maskami.... Niestety. Coś jest z tym olejem, że na moje włosy nie działa zbyt dobrze. Dodaje im blasku, tak, ale sprawia też, że są ''piórkowate'' na końcach i ogólnie nie wyglądają dobrze. Nie układają się, końce są powywijane. Zdecydowanie nie działa dobrze na długość włosów. Myślę jednak, że ze względu na ładny skład lepiej go stosować na sam skalp, wolę jednak olejki, które działają dobrze na całość. 

Może inne rodzaje tego olejku bardziej by mi podeszły.
Cena - ok. 35 zł, teraz za 22.


Miałyście któryś z tych kosmetyków? Co sądzicie?


wtorek, 14 kwietnia 2015

Aktualizacja włosów w kwietniu i skąpa relacja z używania czosnkowo-cebulowej wcierki...

Grubo ponad miesiąc temu musiało mi się nudzić, bo wzięło mnie na eksperymentowanie z domowymi wcierkami. Padło na cebulowo-czosnkową, bo w końcu otoczona taką dobrą sławą... Więcej pisałam o tym w tym poście. Nie chce mi się w sumie opisywać dokładnie jak przyrządziłam tę wcierkę, bo niestety cały ten eksperyment nie uważam za udany. A wtedy, wiadomo, nie chce się wgłębiać w szczegóły ;-)

Ogólnie zdaję sobie sprawę, że na pewno wcierka nie miała szans w pełni pokazać swoich właściwości, bo :

- stosowałam ją tylko przed umyciem - za bardzo śmierdziała, żebym mogła jej nie zmywać, 
- i punkt, który z tego wypływa - lądowała na głowie tak co 3 dzień. To za rzadko
-  nie przemyślałam proporcji, gdybym dała mniej czosnku i cebuli, dodała jakiś eteryczny olejek łagodzący ten zabójczy zapaszek, może wyszłoby mi coś łagodniejszego do codziennego wcierania. Jednak ja musiałam zrobić bombę ;-)

No, ale. Podekscytowana, zrobiłam 2 tygodnie temu zdjęcie porównawcze nawet w tym samym swetrze, żeby przyrost był bardziej widoczny :-P Mhm. Niestety. Włosy mi nie urosły o pół metra ;-)) Uzyskałam standardowy 1 cm przyrostu i nawet nie chciało mi się wrzucać zdjęcia porównawczego, bo i tak na nim nic nie widać.  


Wiem, że być może nie dałam szans 'rozwinąć skrzydeł' tej miksturze, ale już raczej nie ponowię próby. Samo stosowanie wcierki było męczące i nieprzyjemne, zapach mnie męczył i przytłaczał, nie podobało mi się, że muszę pamiętać o jej aplikacji przed myciem włosów. Za dużo kłopotu. Wracam do tradycyjnych wcierek, które mogę stosować na noc, bo tak najbardziej lubię i wtedy przynajmniej o tym pamiętam :) Stosuję teraz Kurację Joanna Rzepa, a w kolejce mam jeszcze inne niedokończone produkty. 

Ogólnie stan włosów oceniam na trochę gorszy niż w lutym, końcówki są już w średnim stanie (nie podcinane od września, czyli 8 miesięcy, nie ma co się dziwić!). Myślałam, że wytrzymam z podcięciem do września, bo po wakacjach i tak będą nadawać się tylko do tego, ale teraz zastanawiam się nad delikatnym podcięciem, żeby odżyły. 
Wróciłam także do olejowania włosów, bo bardzo to zaniedbałam. Ale taka przerwa pokazała mi, jak bardzo widać różnicę między włosami po olejkach, a bez niczego. Nałożyłam olej kokosowy Dabur Vatika najwyżej na godzinę przed myciem, a potem nie mogłam się nadziwić, jakie są błyszczące, miękkie i fajne ;-)) Już zapomniałam, że takie mogą być. Wracam więc do regularniejszego olejowania, ale rezygnuję już z nakładania go na całą noc, skoro godzina/kilka h też mogą być dobre. 



.............................................

Kocham wiosnę. Ostatni weekend w Krakowie był taki piękny! Otworzyli już lodziarnię na Starowiślnej, jakby co, jeszcze nigdy nie stałam w takiej długiej kolejce :-D

Spacer po Zakrzówku.

Lubię synogarlice, są takie śmieszne ze swoim pohukiwaniem ;-)) W ogóle pod moim oknem są takie ptasie koncerty, że czasem w pokoju mam naprawdę ciekawie ;-)


I zachód słońca na fioletoworóżowo.







środa, 18 marca 2015

Mój hit do oczyszczania twarzy - północne mydło detox.

Dziś recenzja kosmetyku, który towarzyszy mi już od dobrych kilku miesięcy. Byłam zaintrygowana tym mydełkiem, odkąd zaczął się pojawiać w blogosferze z bardzo pochlebnymi opiniami (np. efekty uzyskane przez Blankę). Później niektórzy się do niego zniechęcili, bo zmienił się skład. Faktycznie, przed zmianami był świetny, na pierwszym miejscu widniał olej z rokitnika. Teraz jest na miejscu siódmym, po zapachu - tam też wylądowało więcej dobrych składników. Nie wypowiem się na temat tamtego składu, może i mydełko było wtedy sto razy lepsze, ale jak dla mnie - teraz też jego działanie jest imponujące ;-) Z tego co wiem, na Wschodzie nadal można kupić tamtą wersję.


Pojemniczek jest piękny, elegancki, prezentuje się bardzo gustownie. Do mydła dołączona jest gąbeczka, o której na początku nie wiedziałam, że gąbeczką jest :-D Była twarda jak kamień i wysuszona na wiór, więc głupio pomyślałam, że to jakaś podkładka ... :-P Rzecz jasna po zmoczeniu robi się normalną, delikatną gąbeczką ;-) Wg producenta służy do nakładania oraz zmywania mydła, ale mnie to nie przekonuje. Kosmetyk nakładam tradycyjnie palcami, a jedynie zmywam gąbeczką.


Zapach jest słodki, marcepanowy, mnie skojarzył się z makowcem, za którym nie przepadam ;-) Ale większość będzie zachwycona. Konsystencja jest naprawdę ciekawa, aż trudno ją opisać. Dość zbita, raczej twarda, łatwo ją rozsmarować, ale jest taka szorstka w dotyku, jakby zawierała ostre drobinki. 


Nie jest to kosmetyk do codziennego stosowania. Producent zaleca 2x w tygodniu i wyjątkowo w tym wypadku słucham się producenta ;-) Mydełko gwarantuje mocne, dogłębne oczyszczenie cery. W składzie jest węgiel (coal), który wchłania mniejsze i głębsze zanieczyszczenia z porów skóry.
Zastanawiałam się na początku, czy przy kuracji izotekiem nie zaserwuję skórze zbytniego wstrząsu, ale nic złego się nie dzieje. Jasne, skóra jest napięta i podsuszona, ale tonik i krem załatwia sprawę. Podrażnienia, zaczerwienienia nie odnotowałam. 


Pamiętam pierwsze zastosowanie. Byłam w szoku, bo moja twarz wyglądała, jakbym pierwszy raz w życiu ją porządnie umyła :-D :-D Naprawdę, aż przypomniał mi się filmik reklamujący mydło :D
Była gładka, jasna, rozświetlona...Czysta najbardziej pasuje ;-)) Naprawdę byłam zachwycona. Jednak rzadko kiedy widać od razu taki efekt. Do teraz widzę, jak ładnie cera wygląda po użyciu mydełka, ale tego pierwsze efektu wow nic nie przebije ;-) Nie zauważyłam żadnych minusów.

Na początku tylko tradycyjnie myłam twarz, później zaczęłam zostawiać na kilka minut jak maseczkę. Efekty są lepsze. Ale można spróbować stosowania na różne sposoby:

a)zwykle mycie, chwila masażu i zmywanie
b)dłuższy, dokładny masaż - trochę jak peeling i zmywanie
c)zostawienie na twarzy jak maseczkę i zmycie

Warto spróbować, co nam najbardziej odpowiada i wziąć pod uwagę wrażliwość naszej cery. Wypróbowałam go także do mycia włosów i ciała, gdzie również sprawdza się świetnie. Włosy były baaardzo błyszczące, a skóra gładka i mieciutka, ale zwyczajnie mi go szkoda, żeby zbyt często używać go do innych celów niż cera :-)

Z konkretów - mydło ma 120 gramów i kosztuje 40-50 zł, w zależności od sklepu. Jest w większości sklepów internetowych z rosyjskimi produktami. Ja go mam z wymiany, więc mi się udało ;-) Co do ceny - tak, jest drogo, ale mydło starczy nam na wieki. Ja go mam od pół roku i nie ubyła nawet 1/4. Maleńka ilość - widoczna na palcu na zdjęciu - wystarczy do pokrycia twarzy. 


Zainteresowane? Tak mi wpadło do głowy - jeśli któraś z Was chciałaby się wymienić na odlewkę tego mydełka w zamian za odlewkę czarnego mydła Agafii, którego wciąż nie miałam okazji wypróbować - bardzo chętnie. A w Krakowie osobiście to już w ogóle ;-) W sumie zważywszy na koszty przesyłki, to nawet wolałabym tę opcję. 






czwartek, 26 lutego 2015

Aktualizacja włosów luty iii nowa domowa wcierka :)

Do zrobienia nowych zdjęć włosów zdopingowała mnie moja nowa domowa wcierka - chciałam uchwycić dokładnie ich długość, żeby później móc porównać efekty. Okazało się, że to był wyjątkowo ich dzień - nie chcę być nieskromna, ale moim zdaniem to jedno z najładniejszych ich zdjęć :-P 


Nie użyłam niczego specjalnego - umyłam szamponem Green Pharmacy z żeń-szeniem (ładnie pachnie) i na ok. 5 minut nałożyłam maskę mleczną z Bingo. Ogólnie - nic szczególnego. Rzecz jasna, jak chcę, żeby wyjątkowo ładnie wyglądały, kończę ze smętnie wiszącymi strąkami :-D Standard. Na tym zdjęciu wyjątkowo fajnie mi się układają w kształt U, co nie zawsze widać, wystarczy choćby spojrzeć na zdjęcie ze stycznia - wyglądają na krzywe. 
Jak były już prawie suche, podsuszyłam je jeszcze na moment z pochyloną głową na przemian zimnym i cieplejszym nawiewem - chyba temu zawdzięczam objętość. Powinnam częściej jej używać... ;-)

wszystkie zdjęcia z lampą

Porównanie po miesiącu - wydaje mi się, że odrobinę urosły, ale szału nie ma. Ale w sumie nie używałam nic nowego, kończyłam serum łopianowe. 

W pustej butelce wylądowała nowa wcierka, o której myślałam od jakiegoś czasu. Mianowicie zrobiłam sobie cebulowo-czosnkową miksturę, o której słyszałam wiele dobrego - dziewczyny odnotowywały przyrosty nawet 3-4 cm na miesiąc. 

kobieta.fakt.pl

Najwięcej problemu sprawiło mi, w jaki sposób wydobyć sok z czosnku. Wyciskanie praską nie skończyło się dobrze - złamałam rączkę i rozbiłam szklankę :-P Poza tym to strasznie uciążliwe, czosnek nie zawiera dużo soku. Zdecydowałam się więc na łatwiejszą wersję - zmiksowałam pokrojoną cebulę i czosnek w blenderze, odlałam do słoika i zalałam wodą pokrzywową (ok. 30 ml) z denatem na pierwszym miejscu - w celu zakonserwowania. Później wylałam to na gazę i wyciskałam. Wyszło mi ok. 150 ml wcierki, do której jeszcze dodałam dla fantazji odrobinę innych wcierek - Joanna Rzepa i Seboradin z rzepą i żeń-szeniem. Pod ręką miałam olejek herbaciany, więc również wpadło kilka kropel. Teraz wyobraźcie sobie, jak to wszystko pachniało :-D Wymyśliłam, że dla złagodzenia zapachu dam trochę soku z cytryny, który również ma wiele dobrych właściwości. Szczerze - wiele nie pomogło, czosnek i cebula zdecydowanie wybijają się na 1 miejsce ;-))

Mam już za sobą trzy aplikacje i co mogę powiedzieć. Śmierdzi. Nie ma szans, żebym nałożyła to na głowę i gdzieś sobie beztrosko wyszła. Miałam nadzieję, że może te pozostałe składniki trochę złagodzą zapach i intensywność, ale nie. Odpada w ogóle stosowanie jej na noc czy na więcej godzin - cały pokój pachnie czosnkiem :P Zostaje mi więc używanie jej tylko przed myciem, 2-3h... Mam nadzieję, że to wystarczy, żeby zadziałała. Szkoda, bo to też znaczy, że nie będę mogła jej używać codziennie. 

Za miesiąc - relacja i porównanie ;)