wtorek, 18 września 2012

Owocowe przyjemności - masełka Cztery Pory Roku.

Dziś chciałabym Wam przedstawić urocze masełka, którymi raczyłam swoje ciało przez całe wakacje i załapały się do moich ulubionych smarowideł.

Masełka Cztery Pory Roku:


Dostępne są trzy rodzaje :

1) owoce leśne i masło shea
2) melon i masło awokado
3) pomarańcza i masło mango


Chyba widać już po zdjęciach, który stał się moim ulubieńcem...Tak, nie bez powodu masełko owoce leśne jest tak wyeksponowane :D

Opakowania : podobają mi się ogromnie. Kolorowe, radosne, po prostu uroczo wyglądają :) Masełka są nieduże, co też jest fajne - owoce leśne pojechały ze mną na wakacje, do transportu nadają się bardzo dobrze. Mają tylko 150 ml pojemności

Konsystencja : jest raczej kremowa, niż 'masłowa'. W sumie przypomina mi delikatny mus :) Odpowiada mi, choć od razu wiedziałam, że nie doczekam się po tych masełkach nie wiadomo jakiego nawilżenia. Nie trzeba nałożyć dużej ilości na skórę, dobrze się rozsmarowuje.


Owoce leśne prawie wyczyszczone :D Zapomniałam wcześniej zrobić zdjęcia. Jak widać, wszystkie masełka zabezpieczone są sreberkiem, więc mamy pewność, że nikt przed nami ich nie testował...


Kolory maseł odpowiadają tym na opakowaniu, ale to raczej nic zaskakującego ;)
Wielu osobom nie odpowiadają opakowania, w których trzeba grzebać palcami, ale mi to nieszczególnie przeszkadza. 




Jeśli chodzi o zapachy ... Jestem zdecydowanie pod urokiem wersji z owocami leśnymi. Piękny, świeży zapach, na mnie działa bardzo relaksująco. Nie wyczuwam w nim nic chemicznego.
Pomarańcza i masło mango - intrygujący zapach. Nie mogłam rozgryźć, z czym mi się kojarzy, a w końcu stwierdziłam, że z gumą balonową ... ;-) Przyjemny, nie bardzo intensywny.
Melon i masło awokado - lubię melonowe zapachy, ale to masełko spodobało mi się najmniej. Pachnie jakoś tak nijako. Chyba bardziej czuć w nim jednak to awokado niż melon. Ogólnie zapach nie jest niemiły, ale smarowanie się nim nie jest dla mnie tak przyjemne, jak pozostałymi. Widać zresztą na zdjęciach, że zużyłam go najmniej ;)

Wierzę, że po powiększeniu zdjęć da się zobaczyć, co jest napisane na opakowaniu ... ;)


Skład może nie jest jakiś imponujący, ale też nie jest zły - tytułowe składniki są całkiem wysoko :


Jeśli po powiększeniu jest tylko rozmazana plama, tu przykładowy skład - wersja z melonem:

Aqua , Glycerin, Cetearyl alcohol,Glyceryl, Stearate, Cyclopenatisiloxane, Butyrospermum Parkii,Butter PEG-100Stearate, Persea GratissimaOil, Olea Europaea Oil, Hydrogenated Persea GHratissima Oil,Stearic Acid, C12-15 Alkyl Benzoate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylaparaben, Parfum, Hydroxypropyl starch Hosphate,Disodium EDTA, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl palmitate, Hydrogenated, Palm Glycerides Citrate,Butylphenyl Methylpopional, Hexyl Cinnamal, Limone, Linalool, Citronellol, Hydroxycitronellal,Citral ,CI 42090, CI19140.

Działanie : mimo że używanie tych masełek jest bardzo przyjemne, pozostawiają skórę gładką i miękką, nie można się raczej spodziewać po nich meganawilżenia skóry. Gdy ostatnio użyłam grejpfrutowego masła Fennel, który poszedł na jakiś czas w odstawkę, to przypomniałam sobie, co znaczy prawdziwe nawilżenie skóry ;-) 
Wg producenta jest to masełko także do twarzy, ale ja się nie odważyłam ;) Boję się używać czegoś nowego do twarzy, żeby skóra nie zaregowała wysypem pryszczy. Trzymam się sprawdzonych produktów.


No ale, pytanie za sto punktów - gdzie je można kupić? I tu muszę powiedzieć, że nie mam pojęcia ... Swoje dostałam na blogerskim spotkaniu. Nie ma ich w Rossmanie, Naturze i innych popularnych drogeriach. Nie widziałam ich także w Tesco. 
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech da znać w komentarzach ;)

Cena - waha się od 5 do 8 zł. W jednej recenzji przeczytałam, że ktoś je dorwał za 4.99 ... Niestety nie pamięta gdzie je kupił.

Podsumowując : fajne mazidła za niską cenę, o dużych walorach estetycznych, przyjemnych zapachach i tragicznej dostępności. Jeśli je gdzieś znajdę, na pewno kupię wersję o zapachu owoców leśnych :-) 








piątek, 14 września 2012

Papryczki chili dla stymulacji wzrostu, czyli szampon Love2MIX Organic.

Rzadko się zdarza, żebym regularnie używała jakiegoś szamponu. Zwykle do każdego mycia leci inny ... ;-) Ale z tym organicznym szamponem z ekstraktem z pomarańczy i papryczki chili było inaczej. Uznałam, że muszę go przetestować pod kątem stymulacji cebulek i pobudzenia wzrostu włosów, zwłaszcza, że skład tego szamponu jest niesamowicie atrakcyjny. Daje podstawy, by wierzyć, że może zadziałać - nie jak w przypadku szamponów, które aktywne składniki mają gdzieś na końcu składu ;)




Zresztą, spójrzcie same :
Aqua with infusions of Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Organic Capsicum Frutescens Fruit Extract, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Theobroma Cacao Seed Extract, Panax Ginseng Extract, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid, Lycopen, Caramel.

Organiczny ekstrakt z pomarańczy - oczyszcza włosy i skórę głowy, wzmacnia cebulki włosowe i pobudza wzrost włosów, odświeża skórę głowy .
Organiczny ekstrakt z papryczki chili - poprawia krążenie krwi, zapobiega wypadaniu włosów
Ekstrakt z ziarna kakaowca właściwego– nawilża, poprawia objętość włosów cienkich zachowując ich lekkość. 
Żeń-szeń  - wyciąg z korzenia żeń - szenia stosowany jest w kosmetyce jako preparat odmładzający skórę i zapobiegający łysieniu i wypadaniu włosów.

Tytułowe ekstrakty z pomarańczy i papryczki chili są nie tylko ładnym obrazeczkiem na buteleczce, ale także wysoko w składzie, a za to duży plus.



Buteleczka - podoba mi się niezmiernie. Przyciąga wzrok, ładnie wygląda w łazience. Jest długa i smukła, na odwrocie znajdziemy nalepkę z polskim opisem produktu. Wiem, że najważniejsze jest to, co w środku, ale co poradzę, że za każdym razem jak sięgam po ten szampon, myślę o tym, jak ładnie wygląda :D

Aplikator taki jak lubię - żadnego odkręcania opornej zakrętki, ryzyka wylania za dużo - w sumie nawet jak spadnie nam na podłogę, to nie powinien się wylać (ale to mi się nie zdarzyło ;) ).



Szampon ma 360 ml pojemności (trochę nietypowo). Nie wiem dokładnie, ile mi go zostało, ale ważąc w dłoni butelkę, pewnie połowa. Uważam, że jest wydajny, bo naprawdę niewielka ilość wystarczy do dokładnego umycia głowy. Pachnie niby jak pomarańcza, ale nie jest to typowy, świeży i cytrusowy zapach, ale z taką gorzką nutą. Ogólnie nie mam mu nic do zarzucenia - zresztą i tak nie utrzymuje się na włosach po użyciu maski itp.

Konsystencja jest  lekko żelowa, nie mamy do czynienia z wodnistym szamponem. Ma pomarańczowy kolor.



Moja opinia :

Pamiętacie, jak zastanawiałam się, co tak podziałało na moje cebulki, że mam tyle kłujących baby hair?  Nie jestem zwolenniczką pokładania zbyt dużych nadziei w szamponach, jeśli chodzi o powstrzymanie wypadania, pobudzenie wzrostu itp - w tym względzie bardziej ufam wcierkom czy olejkom. Dlatego też nawet nie bardzo brałam pod uwagę, że to ten szampon mógłby być tego sprawcą. 
Jednak jestem skłonna mu to teraz przyznać - nie wprowadziłam do pielęgnacji nic nowego oprócz niego i rosyjskiej maski (której nie używałam na okrągło), nie używałam regularnie żadnej wcierki. A tego szamponu używałam jakoś 3 razy w tygodniu ( z przerwami na oczyszczanie czymś silniejszym). Według mnie więc zadziałał ;-)

Żeby nie było zbyt kolorowo, wspomnę też o minusach - zdarzało mu się nie domywać olei (musiałam sprawdzić, czy poprawnie jest olei czy olejów i okazało się, że obie formy są ok :D).  Zawsze myję bardzo dokładnie włosy i to tylko raz (nie lubię powtarzać tego zabiegu, mam wrażenie, że męczę włosy), no ale ten szampon czasem nie dawał rady. Ponieważ nie chciałałam, żeby zbyt dużo mi go szło na mycie, radziłam sobie inaczej - do bardzo krótkiego, pierwszego mycia używałam czegoś łagodnego jak Facelle czy Babydream, a później już nakładałam szampon z papryczką.  Wtedy mył idealnie :) Gdy nie miałam żadnego olejku na włosach przed myciem (co zdarza się rzadko), również radził sobie bardzo dobrze.

Mniej więcej co 5 mycie używałam czegoś silniejszego do oczyszczania, bo włosy robiły mi się oklapłe. 

Podsumowując, polubiłam się z tym szamponem. Ma swoje minusy, ale jeśli działa na pobudzenie cebulek, to wybaczam mu wszystko ;-)

Cena - 19 zł w sklepie bioarp. 

Jeśli któraś z Was go ma, albo planuje kupić, z chęcią przeczytam opinie!













czwartek, 13 września 2012

Paczuszka z miłą zawartością + siemię lniane - wewnętrznie ;-)

Nie wiem, czy w całej Polsce dziś jest tak dołująco, ale u mnie jest bardzo jesiennie. Cały dzień jest szaro i siąpi zimny deszczyk...Zaliczyłam już stanie na przystanku jak zmokła kura, spóźniający się autobus, który później okazał się zepsuty, kolejny autobus, do którego wsiadło sto ludzi... Ale podtrzymywało mnie na duchu, że jak dojadę do mieszkania, rozpakuję swoją małą paczuszkę, którą dziś odebrałam z poczty ;-)



Przesyłka ze sklepu bioarp - maska do włosów na mlecznej serwatce z dodatkiem oleju z pestek winogron i protein jedwabiu.



Aż pożałowałam, że rano umyłam włosy, bo od razu przeszłaby pierwszy test ... ;-) Wygląda bardzo fajnie, jak wszystkie rosyjskie kosmetyki i pachnie pięknie winogronami.
Póki co żadna rosyjska maska mnie jeszcze nie zawiodła  - moje włosy reagują na nie bardzo pozytywnie. Niedługo pojawi się recenzja TEJ maski, używam jej już od miesiąca i również skradła moje serce ;)

...................................................

Co jakiś czas nachodzi mnie chęć na eksperymenty w tzw ''wspomaganiu wewnętrznym''. Była już skrzypopokrzywa, drożdże, żelatyna, a teraz - siemię lniane. Na blogu BlondHairCare przeczytałam o bardzo pozytywnych efektach regularnego spożywania siemienia, ale jeszcze wtedy nie miałam ochoty go wprowadzać do jadłospisu. Któregoś dnia w Tesco wpadła mi w oko taka paczuszka :


Przypomniałam sobie o tym wpisie na blogu i stwierdziłam, że też spróbuję. Picie ziół czy drożdży było u mnie bardzo skuteczne, ale chcę się przekonać, czy spożywanie siemienia będzie dawało rezultaty.
Piszę o spożywaniu, a nie o piciu, bo wypicie takiego glutka chyba za bardzo mnie obrzydza ;) Dodaję go więc do jogurtu i kisielu i to póki co najbardziej mi odpowiada. 

Siemię lniane zawiera między innymi :

  • wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT) – gwarantują prawidłową budowę tkanki mózgowej, przyczyniają się do właściwego funkcjonowania hormonów, które regulują prawidłową przemianę materii; ponadto wpływają na obniżenie cholesterolu,
  • błonnik – korzystnie wpływa na pracę przewodu pokarmowego, pomagając w zaparciach, powracających biegunkach; ponadto pomaga usuwać z organizmu toksyny i gwarantuje uczucie sytości,
  • witamina E – ważna przy leczeniu między innymi miażdżycy i chorób serca, gdyż jest głównym antyoksydantem i uczestniczy w dostarczaniu składników odżywczych do komórek,
  • witaminy z grupy B – uczestniczą w przemianach węglowodanów, białek i tłuszczów, w wytwarzaniu czerwonych krwinek; pomagają w tworzeniu szpiku kostnego,
  • magnez, wapń, żelazo i cynk.
                                                                                Źródło

Właściwości : pomaga na dolegliwości związane z układem trawiennym, zmniejsza uczucie głodu (przez błonnik), nawilża włosy, wzmacnia paznokcie, poprawia ceręma właściwości grzybobójcze i antyutleniające, i wiele wiele innych. Więcej o siemieniu można przeczytać pod linkiem, który podałam :)
  
BlondHairCare już po miesiącu poczuła pozytywne działanie siemienia - zobaczymy, jak będzie u mnie. Po dwóch tygodniach niewiele jeszcze mogę powiedzieć (zauważyłam na pewno jedno działanie, głównie na trawienie), ale po jakimś czasie i Wy spodziewajcie się mojego raportu ;-)

A może już macie jakieś doświadczenia z siemieniem? Ja planuję jeszcze zrobić sobie okład z niego na włosy, wg przepisu, który znajdziecie tutaj

Siemię jest tanie i łatwo dostępne i ma multum zastosowań, warto kupić i spróbować :)








poniedziałek, 10 września 2012

Wysuszająca kąpiel tylko z olejkiem z Green Pharmacy.

Nie, tym razem nie chodzi o olejek do włosów ;-) Na celowniku dziś nawilżający olejek kąpielowy z pomarańczą bergamotą i limonką.



Od producenta:

Olejek można stosować jako płyn do kąpieli lub żel pod prysznic. Delikatnie oczyszcza skórę, zapewnia relaks zarówno dla ciała jak i zmysłów. Nie wymaga użycia dodatkowego balsamu do ciała. Olejek delikatnie odświeża skórę, przywraca jej jędrność i elastyczność. Olejki eteryczne pomarańczy bergamoty i limonki są zalecane do pobudzenia sił witalnych organizmu. Preparat zapewnia przypływ energii i optymizmu, usuwa zmęczenie, pomaga uzyskać lepszą efektywność działania i koncentrację uwagi. Olejek limonki jest skutecznym antyoksydantem, odmładza skórę, przywraca jej jędrność i elastyczność. Pomarańcza bergamota posiada ogólnie wzmacniające właściwości, zwalcza trądzik, łagodzi procesy zapalne i podrażnienia skóry. 

Czyli mamy do czynienia  z produktem 2 w 1 - można go używać zarówno jako żelu pod prysznic i płynu do kąpieli. Ja jednak uważam, że używając go do kąpieli robimy to tylko na swoją odpowiedzialność.


Olejek zamknięty jest w ładnej buteleczce, stylizowanej na staromodną, jak większość produktów Green Pharmacy. Ma 250 ml, czyli niezbyt dużo jak na coś do kąpieli i typową pojemność jak na  żel pod prysznic. Zamknięcie olejku jest solidne, otworek jest malutki, pod tymi względami daje same plusy.
Zapach - bardzo ładny. Lubię owocowe, orzeźwiające zapachy, poprawiają mi humor, wolę je o wiele bardziej niż te słodkie. Najbardziej wyczuwam pomarańczę.
Jeśli używamy go do kąpieli - skończy się szybko, mi starczył na jakieś 7 razy (lubię dużo piany ;) ) 

Ogólnie to bardzo lubię długie kąpiele z dużą ilością piany - z całą świadomością, że skóra tego nienawidzi. Na co dzień stawiam jednak na prysznic, więc musi mi to wybaczyć raz na jakiś czas . Zdaję sobie sprawę, że długa kąpiel w gorącej wodzie z zasady wysusza skórę, ale nigdy  żaden płyn do kąpieli nie wysuszył mi skóry tak jak ten olejek. Ma na drugim miejscu SleS, więc nie powinno mnie to dziwić :> Skóra po kąpieli jest bardzo nieprzyjemna, sucha, szorstka, nie ma mowy o żadnej gładkości czy nawilżeniu.  Być może lepiej się sprawdza jako żel do mycia ciała. Użyłam go tak raz i faktycznie, wtedy nie czyni takiego spustoszenia, widać po prostu nie można za długo się moczyć w tym olejku ... No ale to niech się nie reklamuje jako olejek również do kąpieli ;-)
 Zawsze używam po myciu balsamu lub masła do ciała, więc ten efekt wysuszenia szybko znika, no ale ... Ja na pewno do niego nie wrócę. Jest tyle produktów do kąpieli, które również pięknie pachną i dają dużo piany,a  zarazem nie wysuszają mi skóry, że nie widzę powodów, żebym miała się go trzymać.

Można go kupić w Drogeriach Polskich - tylko tam go widziałam. Być może jest też w Rossmanie, ale przyznam, że nie rozglądałam się tam za nim. Kosztuje ok. 10 - 12 zł.

Któraś z Was go miała, może ma inne wrażenia?


************************************************

Ostatnio wygrałam fajny konkurs u kosodrzewiny79 - do wygrania były m.in odlewki różnych maseczek i olejków. Bardzo fajny pomysł - zastanawiam się, czy sama nie urządzić konkursu w tym stylu :) Dostając 100 ml maski przelanej do jakiegoś pojemniczka można się przekonać, czy nam się podoba na tyle, żeby zainwestować w pełnowymiarową wersję. 

Jedną z odlewek, którą dostałam, jest odżywka Alverde do włosów brązowych.
Podobno mają ją wycofać, lub już to zrobili, więc udało mi się z tym przetestowaniem ;)


Użyłam jej dopiero dwa razy, starczy mi na jakieś 6-7. Myślę, że z odlewki 100 ml całkiem śmiało można wystawić recenzję, więc z pewnością to zrobię, jak ją wykończę ;-)
Odżywka pachnie jak lody orzechowe (wg mojego chłopaka - toffi), ma konsystencję jak krem do ciała, ale jej działanie na włosy na razie przemilczę ;-)

Jest ładny, słoneczny dzień, ale dla mnie nie rysuje się zbyt ciekawie - tradycyjnie muszę ogarnąć syf wokół mnie, umyć stos naczyń (kto czeka tak jak ja, aż się uzbiera zatrważający stos i dopiero wtedy myje, ręka do góry), przejrzeć ogłoszenia o pracę, wysłać parę CV ( w wersji optymistycznej) i zanieść osobiście w kilka miejsc. 

Mam nadzieję, że Wasz dzień będzie ciekawszy, pozdrawiam ciepło :-)



...................................


Biorę udział w rozdaniu

http://mirrorowisko.blogspot.co.uk/2012/06/candy.html

Ciekawe nagrody, zapraszam!








niedziela, 9 września 2012

Alterra - szampon kofeina i biotyna.

Mimo że Alterra jest znana i lubiana wśród włosomaniaczek - choć zdarzają się wyjątki - ja stosunkowo mało przetestowałam z nich asortymentu. Oczywiście bardzo lubię Alterrowe olejki i to ich najbardziej byłoby mi żal, gdyby faktycznie je wycofali, ale już np. do maski z granatem podchodzę bardzo niechętnie - tu moja recenzja. Oprócz fatalnego działania nieznośny dla mnie był także zapach (który dla wielu jest przyjemny, dla mnie wstrętnie chemiczny), więc nie sięgnę też po szampon  i odżywkę o tym zapachu. 

Szampon z kofeiną i biotyną zaintrygował mnie jednak od razu. Po pierwsze, jestem podatna na hasła ''zmniejszenie wypadania'', ''wzmocnienie cebulek'', ,,przyspieszenie porostu'', a to co o tym szamponie można było przeczytać na opakowaniu mniej więcej tak brzmiało ;-) 


Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lauryol Sarcosine, Caffeine, Xanthan Gum, Hydoxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glucose Glutamate, Alcohol*, Coffea Arabica Bean Extract*, Panthenyl Ethyl Ether, Pnthenol, Paullinia Cupana Extract*, Biotin, Parfum**, Limonene**, Linalool**.
* Surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** Naturalne olejki eteryczne.

Szkoda, że biotyna jest na szarym końcu - przynajmniej kofeinę można zobaczyć wyżej. 
Gdy kupiłam ten szampon, byłam pewna, że jest łagodny, bez mocnych detergentów, a tu zonk. Jedna z Was mi napisała, że niestety Sodium Coco-Sulfate to również detergent podobny do SLeS, więc moje złudzenia, że używam delikatnego szamponu, mogę sobie między bajki włożyć ;-) I faktycznie przeczytałam w Internecie, że :

Sodium Coco-Sulfate jest naturalnym odpowiednikiem SLS. Jest delikatniejszy dla skóry niż SLS, ale pozostaje detergentem. Jest często wykorzystywany do produkcji szamponów do włosów w formie stałej.
Jeśli chcemy używać detergentów to jest to opcja lepsza niż SLS, ale gorsza niż delikatne środki myjące pochodzące z cukrów (zawierają w nazwie słowa: Glucoside lubGlutamate)

www.skinphilosophy.pl

W sumie nadal go traktuje jako jednak delikatniejszy szampon. Blogerka Karminoweusta pisała na swoim blogu, że szampony z SLeS podrażniają jej skórę głowy, powodują łupież, a te z Alterry nie, więc jednak jej skóra głowy nie odbiera SCS-u jako atak ;-)


Opakowanie jest według mnie estetyczne, podoba mi się porządny zatrzask i odpowiednio niewielki otworek - nie wylejemy za dużo szamponu na dłoń. 
Konsystencja szamponu jest trochę 'żelowata', ale mi odpowiada. Nie testowałam innych szamponów z Alterry, ale podobno pozostałe rodzaje są mocno glutowate, a ten jest pod tym względem inny. Zapach mi odpowiada - jest dla mojego nosa kompletnie neutralny, nie jestem w stanie zdefiniować, co może przypominać. Znalazłam określenia, że ma w sobie nutę pieprzu. Nie wiem, ja nie czuję ;-) Nie ma takiego chemicznego zapachu jak wersja z granatem, dlatego od razu mi się spodobał.

Pieni się bezproblemowo - może na naolejowanych włosach trzeba nad nim trochę popracować, ale na sucho* nie sprawia kłopotów. Niewielka ilość wystarczy, że porządnie umyć włosy. Mimo to, oceniam, że nie jest wydajny. Ma tylko 200 ml i przy częstym sięganiu po niego szybko zobaczymy dno ... Ja zanim skończę szampon mijają wieki, a ten szybko mignął.
*oczywiście mam na myśli mokre włosy, ale na które nic nie było nałożone :D

Z działania byłam zadowolona. Uważam, że jest to przyzwoity szampon i będę do niego wracać - chyba, że skuszę się na jakiś inny rodzaj. Włosy były oczyszczone, ładnie błyszczały, szampon nie plątał włosów podczas mycia, domywał oleje... Nie wymagam w zasadzie więcej od szamponu.

Pewnie dla wielu najważniejsze ... Czy spełnia choć trochę obietnice wzmocnienia cebulek, zniwelowania wypadania? 
No cóż... Nie mam pojęcia. Nic takiego nie zaobserwowałam podczas używania. Chyba żeby to sprawdzić, trzeba by było zużyć przynajmniej dwie butelki i myć tylko nim - ja aż tak w niego nie wierzyłam, żeby przeprowadzać takie testy ;-)

W najbliższym czasie zapewne przeczytamy jeszcze dużo recenzji tego kofeinowego szamponu - wiele blogerek dostało paczki od Rossmana i chyba w każdej znalazł się właśnie on ;-) Być może któraś z nich będzie w stanie stwierdzić, czy pomaga realnie na osłabione włosy.
Ponieważ wiem, jak się już potem nie chce czytać recenzji wciąż tego samego, puszczam szybciutko moją opinię ;-)

I pozdrawiam, miłego wieczoru!



wtorek, 4 września 2012

Domowa maseczka + pytanie dnia - ,,Od czego te bejbiki?''

Dziś mnie naszło na typową domową maseczkę na włosy. Robię je bardzo rzadko, z tego względu, że moje włosy tak sobie reagują na takie maseczki. Obwiniam żółtko - mimo że znane jest ze swoich dobroczynnych właściwości, moje włosy raczej średnio za nim przepadają. Czemu więc uparcie nadal od czasu do czasu robię taką maseczkę? A z przekory, zawsze wydaje mi się, że może zareagują inaczej ;-)

Oprócz żółtka wykorzystałam :


Olej migdałowy z Dabur Vatika, olej rycynowy oraz rosyjski balsam na cedrowym propolisie (pierwszy po lewej, odlewka)

Całość wyszła tak :


Wyszła całkiem fajna konsystencja, nie bardzo lejąca, ale też nie gęsta. Przyjemnie się ją nakładało na włosy.


Żółtko może wysuszać włosy, dlatego nigdy nie trzymam go zbyt długo. W Internecie możemy znaleźć różne przepisy na najlepszy czas - niektórzy piszą o kwadransie, pół godzinie, godzinie, albo i dłużej. Ja się trzymam tej najkrótszej granicy, bo niestety przekonałam się na własnych włosach o jego wysuszających właściwościach. Niektórym jednak nawet godzina nie zaszkodzi, więc różnie bywa :-)

Taką maseczkę trzymam pod czepkiem i ręcznikiem ok. kwadransa, może odrobinę dłużej i zmywam szamponem. Niestety, taka wypasiona maseczka po myciu u mnie by się nie sprawdziła - moje włosy mówią stop na olejki stosowane po myciu, obciążenie murowane. Poza tym nie lubię zapachu jajka wydobywającego się z włosów. 

Po zmyciu szamponem - tym razem borowinowym z BingoSpa - nałożyłam jeszcze na chwilę nową maseczkę, którą dostałam do testów :


Organiczna maseczka z awokado i miodem.

Pachnie kwiatowo i ma konsystencję jak masełko do ciała :-)

Po tym wszystkim moje włosy były błyszczące, zdrowo wyglądające, ale jajko - mimo zmycia go szamponem - i tak zadziałało ;-) Zawsze mi robi trochę nieład na głowie,  włosy są bardziej puszyste  i lubią się wykręcać. 
Maseczkę z awokado będę musiała ocenić ''na czysto'', bo teraz wiem, że głównie jajko wpłynęło na ich wygląd. 

A Wy robicie domowe maseczki? Jak wasze włosy na nie reagują, jakie maseczki polecacie?

******************************

W ostatnim czasie zauważyłam, że mam mnóstwo nowych, wyrastających włosów i mam małą rozkminę, co też tak pobudziło moje cebulki. Nie wprowadziłam do pielęgnacji nic nowego prócz szamponu z papryczką chili i pomarańczą, który ma pobudzać porost i rosyjskiej maski z olejkiem z zielonej kawy i aloesem. Trudno mi jakoś uwierzyć, że szampon, który jest niedługo na głowie, tak wpłynął na pobudzenie cebulek, ale kto wie ... ? Przypatrzę się mu jeszcze dokładnie pod tym kątem ;-)
Ostatnio znów nieregularnie robię wcierki, więc na pewno coś innego zadziałało. W sumie to coraz bardziej myślę, że to jednak ten szampon, zwykle baby hair miałam zawsze po wprowadzeniu  czegoś nowego. Dlatego też mimo wszystko stawiam na różnorodność niż ograniczoną pielęgnację - choć w tym i w tym znajdziemy plusy i minusy :-)

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 3 września 2012

Wzmacnianie włosów z odżywką Organicum.

Odżywkę Organicum -  Intensywną odżywkę wzmacniającą cebulki włosowe z hydrosolami testuję już od lipca. Wspominałam o niej między innymi w TYM poście o aktualizacji włosowej. Najwyższa pora na recenzję :-)




INCI: Aqua, Organic Hydrosol (urtica dioica, , laurus nobilis, salvia officinalis, Sesamum Indicum extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract,Olea Europea Leaf Extract, Citrus Cinensis oil, Citrus rediculata Oil), Cetrimonium Chloride, Ctearyl Alcohol, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Glycerin, Polyqauternium-11, Tocopherol Acetate, Hdrolyzed Wheat Protein&Hydrolyzed Soy Protein&HydrolyzedOat extract, Perfume, Tridecyl salicylate, Phenoxyethanol&Methylisothiazolinone, d-panthenol, Benzyl Alcohol,
Benzoic Acid, Salicylic Acid, Citric Acid.


Odżywka zawiera między innymi :

Pokrzywa (Urtica Dioica)
Skuteczna na wyprysków i dolegliwości związane z łuszczycą. Przywraca zdrowy i lśniący wygląd włosów.

Sezam (Sesamum Indicum):
Odmładza suche i matowe włosy. Nawilża i uelastycznia włosy. Skuteczny w przypadku łupieżu

Oliwka (Olea Europea):
Dzięki naturalnej zawartości witaminy A i E naprawia i odżywia mieszki włosowe. Skuteczna przeciwko łuszczycy. Wzmacnia i odżywia włosy.

Szałwia (Salvia Officinalis):
Usprawnia krążenie krwi, odżywiając torebkę włosa. Zapobiega wypadaniu włosów.

Zawiera organiczne wody ziołowe i olejki roślinne intensywnie odżywiające cebulki włosowe.
Organiczne hydrosole i olejki roślinne z wawrzynu, chmielu, sezamu i oliwek zaopatrują włosy w niezbędne witaminy i minerały.
Systematycznie stosowana wpływa na porost włosów oraz na zwiększenie ich objętości. Pszenica, soja, białko owsa i aloes odbudowują i odmładzają włosy poddawane chemicznym zabiegom.
Naturalne hydrosole i olejki roślinne skutecznie hamują wypadanie włosów.

Źródło : !KLIK!


Jak widać odżywka ma bardzo bogaty i wartościowy skład - miałam na nią ochotę od dawna.
Siegając po nią możemy być pewne, że nie zawiera barwników, parabenów, silikonu, syntetycznych ekstraktów, parafiny, EDTA, lanoliny i żelatyny.
Sklep helfy odwiedzam regularnie, choć żeby popatrzeć na kosmetyki oferowane na tej stronie -  jest tam bardzo kuszący i różnorodny wybór :) Do pielęgnacji włosów z tej serii można jeszcze dostać dwa rodzaje szamponów oraz maskę do włosów.

Opakowanie : odżywkę dostajemy w kartonowym pudełeczku, na którym nie znajdziemy jednak żadnej nalepki z informacjami po polsku o tym produkcie. Na samej odżywce też zresztą nie ;) Odżywka jest całkiem spora - zaskoczyło mnie to, myślałam, że buteleczka będzie mniejsza. Ma 350 ml czyli ilość w sam raz wedle moich oczekiwań (wspominałam, że dużych pojemności już nie lubię ;) )
Wygląda bardzo ładnie i elegancko :)



Ma bardzo fajny aplikator - taki sam możemy zobaczyć w rosyjskich balsamach. Uważam, że jest wygodny i sensowny - nie trzeba nigdzie wkładać palców, męczyć się z wyciskaniem tubki, a otworek jest na tyle malutki, że nie zaskoczy nas zbyt duża ilość kosmetyku wylana na dłoń.
Nie robił mi żadnych psikusów - nie otwierał się niespodziewanie sam z siebie ani nic w tym stylu. W podróży jest to dość ważne, choć ja i tak wtedy przelewam do mniejszych opakowań.



Zapach - jest obłędny. Kojarzycie te orenżadki w proszku z dzieciństwa? Ta odżywka pachnie właśnie tak :D Długo nie mogłam sobie uprzytomnić, z czym mi się kojarzy ten zapach, ale w końcu 'zaskoczyłam'. Bardzo go lubię i od razu poprawia mi humor :) Utrzymuje się bardzo delikatnie na włosach, szkoda, że nie intensywniej :)

Konsystencja : jest dość rzadka. Uważam to za minus, bo mam wtedy skłonność do nakładania za dużo na włosy - odżywka od razu wchłania się we włosy, żeby ją ''czuć'', trzeba nałożyć więcej.

Cena i dostępność: 49 zł w sklepie helfy.pl. Organiczne kosmetyki niestety zwykle mają wyższą cenę niż 'normalne'.

Sposób użycia: producent  pisze, by nakładać ją na włosy i skórę głowy na kilka minut i spłukać. Ja stosowałam ją różnie - czasem właśnie tak krótko, a czasem nawet pół godziny. Nie widziałam dużej różnicy na włosach niezależnie od sposobu, który wybierałam - może jedynie, gdy trzymałam ją dłużej, włosy były tak wygładzone, że były bezproblemowe do rozczesania. Oczywiście wcierałam ją też w skórę głowy - w końcu ma wzmacniać cebulki.


Efekty/wrażenia :
Dla mnie nadal ta odżywka jest trochę zagadką. Działała naprawdę różnie na moje włosy. Może zacznę od plusów :

+ włosy się po niej pięknie błyszczały - to chyba nie przypadek, że za każdym razem, gdy mój chłopak zwrócił uwagę ''że jakoś tak dziś bardziej błyszczą'', zawsze były akurat po tej odżywce :) Sama zresztą widziałam, że ładnie odbijają światło.
+były mięciutkie i ładnie delikatnie pachniały
+bardzo ułatwiała rozczesywanie włosów.
+w tym czasie jak jej używałam, włosy szybciej rosły, ale nie wiem, czy tylko ona miała na to wpływ.

Jednak nie obyło się też bez minusów. Ta odżywka za mało wygładzała mi włosy, czasem je
trochę napuszała. Obecnie najbardziej cenię jak kosmetyki działają wygładzająco na moje kosmyki. O rzadkiej konsystencji już wspomniałam. Z drugiej strony to jest odżywka, nie maska, więc nie musi być megagęsta ;-) Niestety, zniechęcać też może dość wysoka cena. 

Jak wygram na loterii, to przetestuję też tę maskę http://www.helfy.pl/maska-do-wlosow-rewitalizujaca-odzywcza. Tu dopiero cena robi wrażenie :D

Miałyście ją może, jakie na Was zrobiła wrażenie? Jestem ciekawa Waszych opinii !