wtorek, 11 marca 2014

Nowości z kolorówki i nie tylko :-)

Hej hej :-) Po poprzednim pochmurnym tygodniu zapommniałam już, jak wygląda słońce ... Ale ostatnie dwa dni wprost pod tym względem rozpieszczają i czuję się, jakby nadeszła prawdziwa wiosna. Jak zawsze na wiosnę mam ambitne plany, że będę ostro biegać i ćwiczyć :p Zobaczymy, na ile starczy mi zapału. 

Co ostatnio do mnie przywędrowało?


Nowa paletka Sleek, Vintage Romance :) Zrobiła furorę na blogach i nie dziwię się, bo na żywo jest naprawdę piękna. Porównując ją z dwiema paletkami Sleek (Bad Girl i Celestial), które posiadam, te cienie najmniej się osypują. Są bardzo trwałe, świetnie napigmentowane i naprawdę ślicznie się prezentują na powiece. Ku mojemu zdziwieniu, czasem używam nawet tego matowego cienia (pierwszy od prawej, górny rząd), a to do mnie niepodobne ;)) 


Odkąd zainteresowałam się minerałami, odczułam potrzebę nabycia odpowiedniego pędzla do ich nakładania. Ten z Annabelle Minerals jest naprawdę świetny, doskonale nim się nakłada minerały. Na zdjęciu jest też podkład Pixie w odcieniu Blossom 3, który aktualnie jest nieco dla mnie za ciemny, ale myślę, że na lato będzie idealny. Aktualnie chyba najbardziej do mnie pasuje Annabelle Minerals, odcień Golden Fairest, i chyba zamówię niebawem pełnowymiarowe opakowanie.
Podkład, pędzel i paletkę mam z bardzo fajnej wymianki :)


Podczas niedzielnych zakupów zaciągnęłam chłopaka do M1 w Krakowie ... Specjalnie po pomadki matujące Golden Rose :-D Miałam na nie straszną ochotę, odkąd oglądnęłam ten filmik. Okazało się, że pomadki były strasznie poprzebierane i zostało może 7 odcieni do wyboru :-( Ogólnie kupiłam 2 z 3, które chciałam, no ale i tak miałam ochotę wszystkie oglądnąć, skoro już pojechałam. Może innym razem...


Wzięłam numerek 11 - piękną fuksję i 17 - klasyczną czerwień. Chciałam coś delikatniejszego na co dzień, ale skończyło się jak zwykle - kolejnymi mocnymi odcieniami :-D

A tu wszystkie numerki, ale odcienie mogą być mylące.

Już kiedyś myślałam o tym kremie, ale zawsze odstraszała mnie wysoka cena. No-scar to krem na blizny, których niestety na twarzy mam sporo - oczywiście potrądzikowych.


Okazało się jednak, że apteka aptece nierówna i w Niezapominajce można kupić ten kremik po całkiem rozsądnej cenie - 26 zł za 30 ml. To nawet cena w moim ukochanym dozie tym razem zawiodła - tam ta sama pojemność jest za 41 zł! Chyba Niezapominajka stanie się moją ulubioną apteką, bo żel Epiduo kupiłam tam też sporo taniej - za 32.50, czyli 10 zł mniej niż w innej aptece. 


Pokładam w nim duże nadzieje, ale na efekty trzeba będzie poczekać. 

A takie kwiatuszki dostałam na Dzień Kobiet ;-) 

Przepraszam za brzydkie tło ;)

Rano zobaczyłam taki widok, chyba lubi słońce :D Mam nadzieję, że one jeszcze nie wiedzą, że nie mam ręki do kwiatów :-D



Następnym razem recenzja różanego olejku Khadi :)


poniedziałek, 3 marca 2014

Lotion Seboradin Men dla zagęszczenia włosów - strzał w dziesiątkę!

Dziś recenzja kosmetyku, który może się wydać kontrowersyjny ;-) Szczególnie dla osób, które wczuwają się w to, co jest napisane na buteleczce. W tym wypadku chodzi o słówko 'MEN' - tak, ten lotion Seboradin jest w założeniu kierowany dla mężczyzn z łysieniem androgenowym. Oczywiście takie niuanse niewiele obchodzą włosomaniaczkę, która zapuszcza i wciąż stara się zagęścić czuprynę ;-)) Ale, żeby nie było, spytałam przedstawiciela firmy Seboradin, czy ten produkt może być stosowany przez kobiety i odpowiedź brzmiała tak. Zresztą, niewiele by mnie powstrzymało - za bardzo mnie zaintrygował ;)



Żółtawy płyn zamknięty jest w 200 ml buteleczce z atomizerem. Trudno mi określić zapach - jest taki trochę pieprzno-męski ;) Nie przeszkadza mi. Lotion ma na 2 miejscu alkohol denat, więc bardzo rzadko psikałam go bezpośrednio na nasadę włosów - tylko w przepływach lenistwa. Zwykle używałam go jak zwyczajnej wcierki, czyli wcierałam płyn palcami w skórę głowy. 


Wg opisu można używać go zarówno na wilgotną jak i suchą skórę głowy. Z moich doświadczeń wolę pierwszą opcję. Nakładany na suchą skórę piekielnie obciąża i rano budzę się z pięknie tłustymi włosami. Ale przy stosowaniu każdej wcierki liczę się z tym, że włosy będą trochę obciążone - miałam tak nawet z wcierkami, które obiecywały zmniejszenie przetłuszczania (np. kuracja Joanna Rzepa).

Produkt, mimo dość chemicznego składu nie spowodował u mnie podrażnienia. Zawiera m.in ekstrakt z chmielu i lucerny siewnej. Wysoko alkohol denat, dlatego nie polecam psikania lotionem po włosach ze względu na ryzyko przesuszenia.


Trochę o obiecywanym działaniu i efektach:



A jak było u mnie?

Lotionu używam od mniej więcej 2 miesięcy. Na początku nie byłam regularna, więc i nie widziałam specjalnych efektów. Dopiero gdy przyłożyłam się do wcierania - czasem nawet 2 razy dziennie - zauważyłam jego działanie. Przede wszystkim - pełno nowych włosów i wyczuwalne zagęszczenie czupryny. Czasem sama nie jestem pewna, czy czegoś sobie nie wmawiam, ale w tym wypadku mam naoczny dowód. Mianowicie, prawie pozbyłam się przedziałka, tak pozarastał ;) Najbardziej to widać, gdy wiąże kucyka, po prostu przedziałek jest zasłaniany przez nowe włosy, których wcześniej nie było. Ta zmiana musiała oczywiście dokonywać się stopniowo, ale dopiero ostatnio zauważyłam to w pełni. Nie mogę za to powiedzieć, żeby przyspieszył porost włosów - nie widać tego po ostatnich dwóch aktualizacjach. Zagęszczenie jest dla mnie jednak podobnie ważne :)

Moim zdaniem jest bardzo wydajny, została mi jeszcze 1/3 opakowania. Nie przesadzałam jednak z jego ilością. 

Więcej o produkcie możecie przeczytać na stronie Seboradin. Teraz lotion kosztuje 19.90. Kosmetyków Seboradin możecie też szukać w aptekach, sklepach zielarskich i drogeriach Hebe.

Osobiście zainteresowały mnie ampułki z tej samej serii ... ;-)




wtorek, 25 lutego 2014

Zmagania z trądzikiem - o kilku dobrych nawykach, które weszły mi w krew.

Podczas leczenia trądziku nabrałam kilka fajnych nawyków, z którymi się zaraz z Wami podzielę ;-) Nie jest to nic odkrywczego, ale naprawdę pomaga!

1. Zero wyciskania pryszczy.  Wyjdzie coś dziwnego, czerwonego, z białą gulką? TRUDNO. Niech siedzi. Z doświadczenia wiem, że nietykane zejdzie w 2 dni, rozdrapane - zostawi ślad na wieczność. Pewnie nigdy się nie pozbędę starych blizn po wyciskanych pryszczach, ale przynajmniej nie będę miała nowych. To naprawdę paskudny nawyk, ale i tak wiem, że wiele dziewczyn woli wycisnąć, niż chodzić z pryszczem ...


;-) Uwielbiam ten obrazek, taki prawdziwy ;-D

2. Wycieranie twarzy tylko jednorazowymi papierowymi ręcznikami. Już od dawna nie wycieram twarzy normalnym ręcznikiem i szczerze mówiąc, dreszcz mnie przechodzi na samą myśl, że mogłam tak robić. Nie przekonuje mnie nawet opcja z ręcznikiem ''tylko do twarzy'', komfortowo się czuję tylko używając papierowych. 

3. Odstawienie wszystkich drogeryjnych żeli do cery trądzikowej.  Zwykle w składzie mają mnóstwo chemii i substancji wysuszających. Teraz myję twarz tylko żelem micelarnym z Biedronki na zmianę z mydłem Aleppo. 

4. Im mniej, tym lepiej.
Kiedyś używałam zbyt dużej ilości specyfików naraz. Później nawet nie wiedziałam, co mi zaszkodziło, zapchało, spowodowało wysyp. Poza tym ogólnie uważam, że skórze służy minimalizm. Teraz używam tylko wspomnianego wyżej żelu micelarnego, mydełka, dwóch delikatnych kremików oraz korundu jako peelingu raz w tygodniu. Co  jakiś czas maseczka - cynkowa, Amla, ze spiruliny. Do nowych kosmetyków do pielęgnacji cery podchodzę ostrożnie, sprawdzam składy.


5. Przerzucam się powoli na podkłady mineralne.
Od jakiegoś czasu przeszkadzała mi myśl, że niby dbam o cerę, stosuję kurację przeciwtrądzikową, a konsekwetnie ją zapycham tak ciężkim podkładem jak Revlon. Od 7.30 do 22 kilka razy w tygodniu moja twarz miała na sobie coś tak mocnego. Inną sprawą było to, że uzależniłam się od podkładu - nie byłam w stanie wyjść do ludzi bez niego. Zainteresowałam się więc minerałami, zamówiłam kilka próbek z AM i na razie testuję ;) Mają swoje wady, ale wyglądają o niebo naturalniej na twarzy, są leciutkie, no i mogę się stopniowo przyzwyczajać do swojej twarzy mniej zatapetowanej ;) Revlon chyba sobie zostawię na większe wyjścia, kiedy chcę mieć idealne krycie. 

6. Konsekwencja i wytrwałość.
Jestem systematyczna w stosowaniu swojej maści, nie zapominam, nie robię dłuższych przerw, nie przerywam, gdy jest minimalna poprawa. Piszę o tym, bo wiem, że dużo osób ma problem z systematycznym stosowaniem jakiegoś specyfiku. Może mnie wytrenowało już dbanie o włosy ;), ale to naprawdę bardzo ważne. Nikt się nie wyleczy z trądziku w miesiąc. 

7. Tu już z życia włosomaniaczki ;-) 
Kiedyś olejując włosy na noc nie zabezpieczalam ich jakoś specjalnie, żeby nie dotykały poduszek, kołdry itd. Co najwyżej spałam na ręczniku. To było naprawdę głupie, jakby nie patrzeć, przez całą noc wycierałam twarz w ten ręcznik z resztkami oleju... Teraz przy olejowaniu śpię w wygodnym miękkim turbanie, który nieraz pokazywałam na blogu. Włosy są już bardziej ''odseparowane'' od twarzy. Zwracam też uwagę, by częściej prać poszewki i żeby różne materiały np. szale nie miały ścisłego kontaktu z moją twarzą. 

8. Zauważyłam, że jak jem tłusto i niezdrowo, odbija się to na mojej skórze. Nie od razu, ale w końcu tak. Staram się więc nie jeść bardzo tłustych rzeczy, często zamiast mięsa wybieram rybkę itp. Ale ogólnie przyznaję bez bicia, że nie jestem wzorem zdrowego odżywiania. Nie ma tragedii, ale po prostu jem normalnie, jak typowy Polak ;) Ratuje mnie to, że z natury po prostu nie lubię wielu niezdrowych rzeczy - większości fast-foodów, tłustych mięs, nie zjem też niektórych słodyczy :p Jak wiadomo, popijam też różne ziółka. 


To moja złota ósemka ;) A co Wy mogłybyście jeszcze dopisać?




wtorek, 18 lutego 2014

Po 5 miesiącach z Epiduo, żelem na trądzik.

Aż chciałoby się napisać ''5 miesiący minęło jak jeden dzień...''. Wydaje mi się, że dopiero co zaczęłam używać Epiduo, a tu już tyle miesięcy za nami. W tej notce opisywałam swoje pierwsze wrażenia. Warto przeczytać, bo potwierdza się, że początki często są trudne, ale czasem wystarczy przeczekać.


Uważam, że ten żel bardzo mi pomógł w walce z trądzikiem. Od kilku miesięcy nie zmagam się już z bolącymi, podskórnymi gulami i tymi całkiem niepodskórnymi ;-) wykwitami. Wcześniej takie zmiany na mojej twarzy to była norma, a ich ulubionym miejscem posiadówek były okolice moich ust i podbródka. Do teraz niestety noszę tego ślady :-/ Już samo to jest dla mnie olbrzymim sukcesem, bo uwierzcie, że nieraz chciało mi się płakać rano, gdy widziałam swoją wypryszczoną twarz. Łatwiej wyrównać wygładzoną cerę podkładem, niż zmagać się z kamuflowaniem wulkanów.


Żel Epiduo bardzo wygładził moją cerę, ale zanim do tego doszło, nieźle mnie wysuszył i wymęczył. Najgorzej wspominam suche zaczerwienione placki, na których za nic nie trzymał się podkład i puder ;) To był ciężki okres, bo twarz wyglądała naprawdę brzydko. Cera przyzwyczaiła się do żelu po mniej niż 2 miesiącach, nie reagowała już takim pieczeniem i łuszczeniem i od tego momentu odnotowywałam coraz większą poprawę. Równocześnie brałam też antybiotyk Unidox, o którym już wspominałam. Po dwóch opakowaniach go odstawiłam, bez konsultacji z dermatologiem - po prostu nie chciałam dłużej go brać. Nie szkodził mi, a wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że bardzo mi pomógł w momencie, gdy Epiduo pokazywało co potrafi. Po prostu nie chciałam się faszerować cały czas antybiotykiem, nie czułam się z tym komfortowo. Czasem też się czułam trochę skołowana i nie mogłam się na niczym skupić, ale trudno powiedzieć, czy to było przez niego. Skończyłam go gdzieś w drugiej połowie grudnia. Bałam się, że po odstawieniu problem wróci, ale na szczęście nic takiego się nie stało. 

Początkowo Epiduo lądował na twarzy 3-4x w tygodniu, później już smarowałam się coraz rzadziej, np. 2x w tygodniu. Najlepsze, że cały czas mam tę pierwszą tubkę, żel jest naprawdę baaardzo wydajny, co rekompensuje jego wysoką cenę - 40zł. Należy go nakładać oszczędnie, bo to naprawdę silny żel. Teraz już powoli coraz ciężej mi się wyciska coś z tubki, więc zamierzam wykupić drugie opakowanie. Chciałabym jeszcze kontynuować kurację, dopóki nie ma jeszcze wiosny i słońce nie jest takie silne (ryzyko przebarwień).

Mimo że oceniam Epiduo wysoko, nie oznacza to, że z moją cerą jest różowo ;-) To byłoby zbyt piękne. Mam pełno blizn, kropek, zaczerwienień i po prostu widać, że twarz dużo przeszła. Nie ma szans, żebym pokazała się bez makijażu. Teraz zastanawiam się, jak na to zaradzić ...


Ps. Dziś mnie naszło na domowe sposoby i nałożyłam maskę bananową na włosy ;)) Dam znać, jeśli efekty będą fajne :)









sobota, 15 lutego 2014

Lutowa aktualizacja włosów.

Fajnie by było, gdyby naprawdę tak urosły przez zaledwie miesiąc, ale niestety ;-) Po wysokości ramion na zdjęciach widać, że to tylko złudzenie. Ostatnio mam wrażenie, że moje włosy stanęły w miejscu! A w jesiennym okresie wydawały mi się już takie długie ... 


Mimo wszystko, nie narzekam. Minęło półtora miesiąca od niewielkiego podcięcia, a końcówki nadal wyglądają zdrowo. Zabezpieczam je po każdym myciu. Teraz naprawdę chciałabym je podcinać tak co pół roku. Na zdjęciu są po masce Gliss Oil Nutritive (taak, tej której nigdzie nie można dostać ;) ja mam jeszcze resztkę odlewki z wymianki), umyte płynem Babydream dla dzieci (świetny!) i na chwilę potraktowane inną maską. Moje włosy bardzo dobrze reagują na żółtą maskę z Gliss Kur, ale tylko jeśli nałożę ją przed myciem. Zresztą, będzie recenzja ;)


Mimo że znacząco nie urosły, wyraźnie czuję, że się zagęściły. ''Obwiniam'' lotion Seboradin, który w zasadzie przeznaczony jest dla mężczyzn zmagających się z przerzedzającą czupryną :-D Ale serio, on naprawdę działa. Mam już tyle nowych włosów, że mój przedziałek zaczyna zanikać :-D Niedługo recenzja.


Zima jednak ogólnie nie wpływa na nie dobrze, bardzo często zmagam się z typowo oklapłymi, bez życia włosami. Brakuje im objętości. 

Nie stosuję teraz żadnej kuracji wewnętrznej, oprócz sporadycznego wypicia herbatki z pokrzywy. 



Wrzucam, bo mi się spodobało ;))



W następnej notce prawdopodobnie będzie o trądziku i Epiduo cd. ;-)


czwartek, 13 lutego 2014

Poszłam tylko po puder ...

Kim trzeba być, żeby pójść do Rossmana ''tylko po puder'', a wrócić bez niego, za to z 4 innymi rzeczami? Chyba tylko kobietą ... ;-) 

Oczywiście to nie do końca moja wina, bo cóż poradzę, że z pudrów Synergen zostały tylko dwa ciemne odcienie ... Na siłę miałam brać? ;-) Swoją drogą nawet dobrze się stało, bo teraz przeczytałam, że w gazetce promocyjnej Natury są pudry matujące Kobo jakoś za 11-12 zł. Nigdy go nie miałam, ale wygląda całkiem przyjemnie :) Promocja ruszyła od dziś, ale mam nadzieję, że jeszcze jutro znajdę sztukę dla siebie.

No to co to wpadło mi do koszyka?


Wspominałam ostatnio, że włączyła mi się mała obsesja, że na mojej twarzy widać już wyraźnie pierwsze zmarszczki. Nie jest to całkiem wymyślone, choć zdaję sobie sprawę, że pewnie trochę dramatyzuje ;) W każdym razie mam zmarszczki pod oczami, których nie miałam jeszcze 2 lata temu, JA to widzę i mi to przeszkadza. Nie ukrywam też, że nigdy nie dbałam jakoś specjalnie o cerę, nie stosowałam kremów pod oczy, bardzo dużo się opalałam itd. To wszystko jednak wpływa na stan skóry. Ostatnio po całonocnej imprezie i 3 godzinach snu, zmęczenie tak podkreśliło wszystkie moje zmary, że szczerze się przeraziłam ;) Stwierdziłam, że najwyższa pora zakupić pierwszy krem przeciwzmarszczkowy ... :p


Przyznam, że brałam w ciemno, nie znałam opinii na KWC. Zasugerowałam się opisem i składem. Oczywiście olejek arganowy jest wszędzie, nie tylko w produktach do włosów :-D Teraz sprawdziłam, że opinii ma tylko kilka i są w sumie średnie. Zobaczymy ... 

Mam wrażenie, że taki produkt jak poniżej przyda się właśnie po nieprzespanej nocy. Ponoć dobrze się sprawuje pod makijażem, działa napinająco i wygładzająco. 


O tym kosmetyku nie znalazłam wiele opinii, czyżbym wrzuciła do koszyka same nowości? ;) Może Wy mi napiszecie o nich coś ciekawego?


Na koniec dwie sztuki kremu nawilżającego Eva Natura. Już kiedyś widziałam, że jest zachwalany na blogach, ale nie było nam po drodze. Gdy dzisiaj zobaczyłam go w cenie 4 zł ''na do widzenia'', od razu wzięłam dwa. Albo go wycofują, albo zmieniają opakowanie ... Ma bardzo dobre opinie na KWC, charakteryzuje się łagodnym, nieskomplikowanym składem, ma nie zapychać i nadawać pod makijaż. Nie oczekuję po nim cudów, szukałam właśnie takiego zwykłego, nawilżającego kremu z pozytywnym składem (Apis mi się kończy).
 

Swoją drogą ostatnio zainteresowałam się podkładami mineralnymi i zamówiłam dwie próbki Annabelle Minerals. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii, dajcie znać w komentarzach :)

Pozdrawiam serdecznie!




czwartek, 6 lutego 2014

Oleje na 100%!

Przez moje ręce (włosy, twarz ;) ) przewinęło się już mnóstwo olejków, ale chyba jeszcze nie miałam okazji testować takich 100%. Zawsze raczej byłam zwolenniczką mieszanek ;-) Teraz jednak będę miała okazję poznać indywidualne właściwości każdego z tych olejów:


Nie wiem, czy wiecie, że sklep BingoSpa ma w swoim asortymencie bardzo dużo naturalnych olei. Sporo czasu spędziłam na ich stronie, czytając opisy i zastanawiając się, który wybrać do testów. Zależało mi tym razem bardziej na pielęgnacji twarzy niż włosów (o dziwo, może wpadam w nową manię ;) ), więc wybierałam olejki głównie pod tym kątem. Ostatnio moją nową obsesją jest skóra pod oczami, na której niestety można już gołym okiem zauważyć ZMARSZCZKI (zwłaszcza jak się przybliża lusterko do oczu na maksymalną bliskość i stoi przy oknie, żeby naturalne światło oddawało naturalne piękno :D). A tak serio, to po prostu widzę, że ta strefa nadaje się już do czulszej pielęgnacji i nie mogę sobie beztrosko odpuszczać wklepywania kremu.


Olejek z avokado zawiera duża porcję witamin: A, B, E, H, K, PP, F i nienasyconych kwasów tłuszczowych: oleinowy, linolowy, palmitynowy, stearynowy, linolenowy oraz aminokwasy i proteiny.
Jest wchłaniany przez skórę, wnika w jej głębsze warstwy. Zalecany jest szczególnie do pielęgnacji skóry wrażliwej, dojrzałej, starzejącej się, z problemami. Pomaga w leczeniu egzemy oraz łuszczycy. 

Kiedyś miałam maseczkę do włosów z awokado i świetnie wygładzała i nawilżała. Poza tym jakoś przyciąga mnie ten owoc :-D

kobieta.pl

Olej z kiełków pszenicy  jest bogaty w Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT), zawiera naturalne przeciwutleniacze neutralizujące działanie wolnych rodników. Zawiera lecytynę powstrzymującą utratę wody przez skórę, doskonale nawilża, zmiękcza i natłuszcza skórę. Substancje proestrogenne zawarte w oleju przyspieszają odbudowę zniszczonego naskórka. Olej z kiełków pszenicy BingoSpa jest jednym z najbogatszych źródeł witaminy E.
Stosuje się go w kremach do cery suchej i dojrzałej, a także do cery mieszanej. Używany jest również do suchych i łamliwych włosów. Działa ujędrniająco i opóźnia procesy starzenia się skóry. 

O tym olejku również słyszałam wiele dobrego. Zamierzam go stosować głównie pod oczy,ale na pewno w celach testowych wyląduje wszędzie ;-) Choćby teraz jest na włosach.


Olej z pestek winogron - Olej z pestek winogron BingoSpa bardzo dobrze się wchłania i błyskawicznie działa: nawilża i odżywia skórę. Doskonale tonizuje i reguluje wydzielanie sebum zapobiega powstawaniu stanów zapalnych i wyprysków.
Olej zastosowany w preparatach kosmetycznych dla skóry łojotokowej i trądzikowej, poprawia gospodarkę lipidami- łój staje się rzadszy i nie czopuje ujść gruczołów łojowych, co min. zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych.

A w tym mnie urzekły opowieści o wpływie na trądzik ;) Jeszcze go nie otworzyłam. 



Macie jakieś doświadczenia z tymi olejami? Jakie możecie mi polecić? Piszcie! :)











. 


poniedziałek, 3 lutego 2014

Tylko dziś olejek Sesa Plus 30% taniej!

Trochę późno daję znać, ale cały Boży dzień byłam w pracy, oddalona od takich fajnych newsów ;-) Dziś w sklepie Helfy, w ramach Tanich Poniedziałków olejek Sesa Plus tylko za 29 zł!


Może jeszcze ktoś wrzuci do koszyka przed północą ... ;-) Ja ogromnie polubiłam ten olejek, z moją opinią możecie się zapoznać tutaj.


Ps. Czy czcionka na moim blogu wygląda już normalnie? ;) Pytam, bo dwie czytelniczki zwróciły mi uwagę, że jest strasznie mała - problem w tym, że dla mnie była w sam raz :-D Odkąd mam nowy laptop, nie mogę dojść z tym do ładu. Teraz piszę Arialem rozmiar normalny, który u mnie wygląda monstrualnie i kompletnie mi nie pasuje. Ale ważniejsze jest dla mnie, by Wam się dobrze czytało ;-) Dajcie koniecznie znać, czy jest ok!

niedziela, 2 lutego 2014

Zachomikowana odżywka Isana z olejkiem z babassu, czyli co można znaleźć przy porządkach...

Hej, hej :) Ostatnio zrobiłam naprawdę gruntowane porządki. Wypełniłam całą dużą reklamówkę kosmetykami, których nigdy nie będę już używać albo których po prostu chcę się pozbyć. Podczas tych porządków przeżyłam ''małe'' zaskoczenie, bo znalazłam całą, nieotwieraną odżywkę Isana z olejkiem z babassu, wycofaną już i niedostępną, co spotkało się z wielkim płaczem wszystkich włosomaniaczek ;-) 
Odżywka jest na pewno z zapasów z tamtego roku, ale nie widzę na niej daty ważności (może się zmazała). Proszę też wziąć to pod uwagę :))

Moje pytanie brzmi ... Ktoś chce się wymienić na coś fajnego? :-D




wizaz.pl

Sorry za piękne zdjęcie z Internetu, jak przyjadę do domu, zrobię lepsze ;)

Mi osobiście nie zależy jakoś szczególnie na tej odżywce, a wiem, że są osoby, które nawet nie miały okazji jej spróbować. 

Jeśli ktoś jest zainteresowany, proszę pisać - w komentarzach, lub lepiej - na maila. Interesują mnie przede wszystkim naturalne kosmetyki, słabość do rosyjskich nadal trwa.
Może komuś też coś wpadnie w oko z WYMIANKI.

Ps. Jak będę wybrzydzać to sorki, ale po prostu wiele rzeczy już miałam lub po prostu nie potrzebuję ;)

środa, 29 stycznia 2014

Amla, maska w proszku - jak się sprawdziła na moich włosach?

Amla to druga maska w proszku, którą miałam okazję używać. Kapoor Kachli pozostawiła po sobie raczej pozytywne wrażenia, więc liczyłam, że z Amlą będzie podobnie. Niestety, moim włosom ''coś'' się nie spodobało i postanowiły zastrajkować... 


Ale najpierw ogólniki. Proszek zamknięty jest w ładnym zielonym pudełeczku, z równie ładną panią o błyszczących włosach. Te zielone kuleczki to właśnie owoce Amli, krzewu rosnącego w Indiach. Amla jest tam bardzo popularna w pielęgnacji włosów, ma działać stymulująco, odżywczo, pogłębiać kolor i nadawać blask. 


Cały proces przygotowywania papki przedstawiłam w tej recenzji, więc nie będę się powtarzać. Czasem mieszam ją z jakąś maską, a czasem tylko z wodą. Połączenie z maską jest o niebo lepsze, łatwiej rozprowadzić ją potem na włosach. Ogólnie jednak nakładanie jej na skórę głowy NIE jest proste, bo włosy zaczynają się plątać. Maska ma mimo wszystko toporną konsystencję i czasem się czuję, jakbym ''zalepiała'' włosy w wielki kołtun ;) Gdyby nie to, że wiem, że bez problemu się zmyje, miałabym obawy o przyszłość moich włosów ;-)

Zmywa się bezproblemowo, no ale ... Już wtedy czuć, że włosy są szorstkie i jakby oblepione. Problem nie leży w niedokładnym zmywaniu, bo niezależnie od ilości wylanej wody mam takie uczucie. Po wysuszeniu włosów efekt nie powala. Mam wysuszone końce, a przy nasadzie włosy wyglądają na obciążone. Próbowałam więc stosować maskę przed myciem, zakładając, że może ją niedokładnie zmywam. Niestety, efekt był identyczny! Nie mogłam liczyć na żadne zwiększenie objętości i optyczne pogrubienie jak w wypadku Kapoor Kachli. Moje włosy po prostu nie polubiły się z Amlą i muszę to przeżyć ;-)

(jeszcze taka mała uwaga co do sposobu użycia opisanego na opakowaniu - gdybym wymieszała proszek z olejkiem, a potem zmyła to SAMĄ wodą, nie wyobrażam sobie nawet, jaki bym miała smalec na głowie :-D )


Na opakowaniu tego nie przeczytamy, ale ze strony helfy można się dowiedzieć, że Amlę 
można stosować także na cerę. Nie omieszkałam tego spróbować :) Proszek mieszałam tylko z wodą, chcąc zobaczyć działanie samej Amli. I nie powiem, byłam zadowolona - cera wyglądała na porządnie oczyszczoną i lekko zmatowioną. Nie miałam po niej żadnych podrażnień czy zaczerwienień. Od czasu do czasu na pewno wykorzystam resztki Amli w ten sposób :)

Nie jest droga, bo za 100g proszku zapłacimy kilkanaście zł. Ja już do niej nie wrócę, ale na pewno w przyszłości spróbuję jeszcze jakiejś maski w pudrze, na razie jest 1:1 ;-)

Używałyście może tej maseczki?



poniedziałek, 20 stycznia 2014

Trochę o moim serialomaniactwie ... ;-)

Wielokrotnie na blogu wspominałam, że jestem nieuleczalną serialomaniaczką. W zasadzie zaczęło się już od dzieciństwa i kiczowatych telenoweli typu ,,Zbuntowany Anioł''... :-D No co, nadal jestem fanką Natalii Oreiro i Cambio Dolor, już nie mówiąc o Me Muero De Amor :-D W każdym razie sentyment pozostał ;-) 
Zawsze, ale to zawsze byłam wciągnięta w przynajmniej jeden serial i tak zostało mi do dziś. Lubię mieć na dysku zarówno coś lekkiego, komediowego i krótkiego, jak i jakąś dłuższą obyczajówkę. Jednak im więcej oglądniętych za mną odcinków, tym ciężej znaleźć coś wciągającego, zrobiłam się wybredna ;)

Nie będę pisała o wszystkich 'zaliczonych' przeze mnie serialach, bo wyszedłby post-tasiemiec. Może na końcu wypiszę kilka tytułów ;)
Dziś tylko o ostatnich ulubieńcach, pozycjach, które mnie wciągnęły, śmieszyły i umilały wieczory:

1. American Horror Story - Asylum (sezon 2)


Rozpoczyna zestawienie, bo akurat wczoraj oglądnęłam 2 ostatnie odcinki. Muszę powiedzieć, że już dawno żaden serial mnie tak nie wciągnął ;) Na szczęście to żaden tasiemiec, ma tylko 12 odcinków, więc możemy liczyć na szybką akcję i dużo wrażeń. Akcja toczy się w szpitalu psychiatrycznym z lat 60 (oraz współcześnie), który jest przerażający sam w sobie, a jeszcze ma to ''szczęście'', że przyciąga niesamowite postaci i sytuacje ...
Każdy sezon jest o czym innym, więc spokojnie można oglądać nie po kolei. Ja kiedyś zaczęłam 1, o nawiedzonym domu, ale jakoś mnie nie wciągnął. Teraz, na fali oglądniętego 2 zaczęłam 3 (o czarownicach), ale chyba nic z tego nie będzie. Dwójka ma chyba największy klimat i kilka razy nieźle się bałam (ale ja mam słabe nerwy i motywy z opętaniami lub operacjami na ludziach źle na mnie wpływają :P).
Ma oczywiście swoje słabe strony, mnóstwo wydumanych sytuacji i szablonów, ale i tak mi się bardzo podobał :-)

2. The IT Crowd.


Uwielbiam pokręcony, brytyjski humor, bawi mnie do łez ;-) Ten serial o ekscentrycznych geekach i nie mniej zwariowanej 'szefowej' dostarczył mi i chłopakowi niezły ubaw. Błyskawicznie uporaliśmy się z 4 krótkimi, jak na złość, sezonami. Psioczyłam, że jak mnie wreszcie coś śmieszy, to musi się szybko kończyć ;)
Nie każdemu podejdzie taki humor, w mój gust trafił w 100% :)

3. Louie.


Serial stworzony przez mojego ulubionego komika - Louisa C.K. Przeplatają się w nim fragmenty świetnych występów stand-up i różnych obyczajowych scen z życia Louisa. Oglądam już drugi raz ten serial, bo strasznie mnie bawi ;) Humor jest mocny, ostry i często wulgarny, więc nie podejdzie każdemu. 

4. Black Books.


Ok, to oglądałam z 2 lata temu, ale warto wspomnieć :D Kolejny brytyjski serial z absurdalnym humorem, akcja toczy się w księgarni. Znów żałuje, że tak szybko go zakończyli. Na pierwsze miejsce w serialu wybija się despotyczny Irlandczyk Bernard (ten ciemny ;) ), z którym utożsamiam się w niektórych popieprzonych zachowaniach :-D Całość obrazu uzupełniają jego mocno ekscentryczni przyjaciele ;-)


Co możecie mi jeszcze fajnego polecić? Jak widać, nie oglądam żadnych polskich seriali, bo większości są beznadziejne, nudne i z kiepską grą aktorską (nie mówię, że wszystkie, ale moim zdaniem większość :p). Oglądałam już m.in Chirurgów, Gotowe na wszystko, Doktora House, Skazanego na śmierć, Girls, Big Banga, Jak poznałem waszą matkę, Simpsonów, Dextera, Grę o Tron. I to z pewnością nie wszystko ;)

Co oglądałyście z moich ulubieńców? 






sobota, 18 stycznia 2014

Aktualizacja włosów listopad-styczeń.

Witam :-) Dziś wrzucam włosową aktualizację, sama byłam ciekawa, jak moje włosy prezentują się na zdjęciach. Pod koniec grudnia trochę je podcięłam, więc nie mogę się pochwalić żadnym przyrostem. Teraz jednak końcówki są zdrowsze, grubsze i o wiele lepiej wyglądają. Mam nadzieję, że to podcięcie mi wystarczy gdzieś na pół roku ;-)


W styczniu staram się głównie nie zapominać o wcierkach - w tej roli pokazywany w poprzedniej notce lotion Seboradin. Z doświadczenia wiem, że regularne wcierkowanie to najlepszy sposób na szybszy przyrost. Popijam także skrzypopokrzywę i siemię lniane, ale tak ze 3x w tygodniu. 

Ostatnio mnie spotkał jeden komplement na temat włosów, mianowicie znajoma z pracy nie chciała uwierzyć, że nie są farbowane i uparcie pytała ''co ja z nimi robię'' :-D Haha, chyba by padła, gdybym weszła w szczegóły i opowiedziała o kilku kuracjach ... ;-)


 Miłej soboty :)

środa, 15 stycznia 2014

Styczniowe zakupy :)

Hej hej :) Wieki mnie tu nie było, aż mi głupio! Co prawda codziennie zaglądałam na Wasze blogi, ale ciężko było mi się zebrać, żeby samej coś skrobnąć. Miałam też awarię laptopa, która poskutkowała kupnem nowego ... Miło mieć wreszcie laptop, który nie wydaje odgłosów jak odkurzacz po przejściach :-D 

Mam nadzieję, że teraz będę tu regularniej. Na dobry początek łatwa i przyjemna notka zakupowa ;-)


Moje nowe kapciochy :-D Czy nie są wspaniałe? :-D Od dawna chciałam mieć takie, ale wszędzie było mi za drogo. W H&M podobne były za 60 zł http://modno.pl/media/thumbnail/ee/46/ee469fc00337ce4d0eb47af5975acf51.jpg. Pożałowałam ;) I wreszcie całkowicie przypadkiem wypatrzyłam fajne kapcie w Biedronce, za, bagatela, 20 zł :)) 

Gdy połączę je z moim nowym grubym szlafrokiem, wyglądam jak ofiara syberyjskiej zimy ;)


Nie może zabraknąć nowych kosmetyków, ale pod tym względem zachowuję umiar (zawalają mi już za dużo powierzchni życiowej) ;)

Maska Biovax z trzema olejami:


Nie mam dużego doświadczenia z maskami Biovax, kiedyś miałam tę żółtą, dla włosów suchych. Moje włosy lubią olejki, a na maskę była fajna promocja (14 zł), więc wzięłam bez wahania. Mam za sobą dwa stosowania, jedno po myciu, drugie po. W przypadku pierwszym włosy było okropne, piórkowate, suche, zwisały bezsensownie. Nie wiedziałam tylko, czy to wina samej maski, czy za dużo pokombinowałam z włosami tego dnia. Zastosowana przed myciem dała o wiele lepsze efekty, ale i tak wielkiego ''wow'' nie było. Dam jej jeszcze szansę, a jak nie, poleci do wymiany ;)


Jakiś czas temu dostałam do testów lotion Seboradin. Ma niwelować wypadanie i stymulować cebulki. Używam go od ponad 2 tygodni, więc jeszcze za wcześnie na opinię, ale mam wrażenie, że faktycznie działa ;)


Od dawna moim stałym problem są cienie pod oczami. Nie jest miło codziennie słyszeć : ,,Coś ty taka wymęczona, nie wyspałaś się?''... Używam różnych kremów, żelów i olejków pod oczy, ale szczerze niewiele dają. 
Do zamaskowania tego problemu wybrałam Camouflage od Catrice, odcień 020 Light Beige.

 Po paru użyciach mogę stwierdzić, że polubiłam się z tym produktem. Rozjaśnia lekko spojrzenie, dodaje świeżości, poza tym nieźle maskuje drobne zaczerwienienia czy niedoskonałości. Czytałam, że ciężko go dorwać, ale ja go kupiłam bez problemu w Naturze.

W styczniu zaszalałam i kupiłam sobie wreszcie wymarzone perfumy - Euphorię Calvina Kleina. ''Chodziły'' za mną od dawna, a w każdej perfumerii nie przepuściłam okazji, żeby się nimi psiknąć ;-)


Ale cena mnie przerastała, no kurczę prawie 300 zł za 100 ml flakon ... A takie ceny dyktowały perfumerie. Zaczęłam więc szperać w Internecie, z lekką obawą, bo wiadomo jak łatwo trafić na podróbki. Szybko trafiłam na Wizaż, do ogromnego wątku o perfumach :D I tam znalazłam listę polecanych internetowych perfumerii. Naprawdę warto zajrzeć! Ja zdecydowałam się na zakupy w sklepie iperfumy. Częste promocje, świetne ceny, sklep działa już od 10 lat, a ponadto bezpłatny odbiór w Krakowie. Czego chcieć więcej ;)
Na dodatek moja Euphoria kosztowała tam dokładnie 133 zł za 100 ml... Niezła różnica!
Zamówiłam, po 2 dniach mialam już perfumy do odbioru. Są z całą pewnością oryginalne :) Szczerze, to już nigdy chyba nie kupię perfum w perfumeriach ''stacjonarnych''!
 Ze sklepem nie jestem w żaden sposób powiązana, po prostu jako zadowolony klient - polecam ;))

Mój chłopak również zaszalał... No ale ponoć na kulturę się nie żałuje :-D


Co tu dużo mówić, nie mogę się doczekać :D Z Rogucem łączy mnie porozumienie, dwa razy się do mnie uśmiechnął na różnych koncertach, hahahhaa :-D <szalona fanka>


Ktoś się wybiera? ;)

Postaram się niedługo zrobić aktualizację włosów :)
Może komuś coś wpadnie w oko - http://naratunekwlosom.blogspot.com/p/wymiana.html

Miłego dnia!

czwartek, 2 stycznia 2014

Do kogo wędrują zestawy Seboradin? :))

Witam Was wszystkich w Nowym Roku ;-) Cieszę się, że pierwszy post w 2014 uszczęśliwi trzy z Was - nadeszła pora ogłoszenia wyników konkursu!


A zwyciężczynie to ...........



LUTHIENN

DORENN

i

JUSTYNA 


Serdecznie gratuluję! Mam nadzieję, że kosmetyki będą Wam świetnie służyć i odkryjecie nowe kosmetyczne perełki :-)

Ze zwyciężczyniami skontaktuje się Seboradin.