piątek, 9 stycznia 2015

Moja kuracja izotretynoiną - relacja z pierwszych 3 miesięcy. Cz.2.

Czas na 2 część notki o moich doświadczeniach z przyjmowaniem Izoteku. Tu opisałam moją historię walki z trądzikiem, a dziś chciałam się skupić na konkretach związanych z zażywaniem tego leku.

Od czego zacznę... Mówi się, że izotretynoina jest ostatnią deską ratunku w leczeniu trądziku. Zgadza się, jest to lek inwazyjny i należy rozważyć wszystkie za i przeciw przed podjęciem decyzji. Ja przekopałam Internet wzdłuż i wszerz, czytałam wielostronicowe wątki na forach i mogę powiedzieć, że byłam po tym gotowa na wszystko ;-) Warto wiedzieć wszystko o przyjmowanym leku, ale też zalecam dystans. Nie wszystko co przydarzyło się kasi18 musi przydarzyć się tobie. Reakcja na izotek jest indywidualna i tak jak możesz doświadczyć wszystkich skutków ubocznych opisanych w ulotce, równie dobrze możesz przejść kurację bardzo łagodnie. Ja np. byłam pewna, że będę wysuszona na wiór z superłuszczącą się twarzą, a do tej pory się nie łuszczę ;)

A jeśli przestraszysz się ewentualnych skutków ubocznych i zrezygnujesz na rzecz innych sposobów - spoko :) Jak dla mnie jest to swojego rodzaju kuracja dla zdesperowanych, którym już kompletnie wszystko jedno, byleby tylko pozbyć się tego potwora ze swojego życia. Sama nastawiałam się psychicznie kilka miesięcy na tę kurację, ale teraz żałuję, że zdecydowałam się tak późno. 


Od czego zaczynamy? 
Oczywiście od pójścia do dermatologa, który przeprowadzi z nami wywiad m.in o tym, czym dotychczas leczyliśmy trądzik. Żaden lekarz nie powinien przepisać Izoteku (tak będę potocznie pisać o tym leku), jeśli pacjent nie przeszedł bezskutecznie kuracji retinoidami zewnętrznymi (maściami, żelami itd) przynajmniej przez rok, dwa oraz antybiotykiem wewnętrznym. Trzeba też wykluczyć problemy hormonalne. 

Ja po 8 latach trądziku miałam można powiedzieć, 'przerobione' już wszystko ;-) Chciałam już tylko i wyłącznie izoteku, ale najpierw poczekałam na opinię pani dermatolog. Po oglądnięciu mojej twarzy, czoła, dekoltu i pleców i dowiedzeniu się, ile mam lat, od razu zaproponowała leczenie izotekiem. Stwierdziła, że to już jest trądzik osoby dorosłej, o którym szerzej możecie przeczytać np. tutaj. Faktycznie zgadzało się bardzo wiele. Podczas wizyty dermatolog spytała mnie też, czym się nakremowałam i trochę się zdziwiła, jak powiedziałam, że niczym... Musiałam się pięknie świecić, aż taki miałam łojotok ;) Czułam się wtedy okropnie, miałam wysyp nawet tam, gdzie nigdy w życiu nie miałam - na plecach, wyżej na policzkach, strefy przedtem nietknięte trądzikiem. A włosy...Tragedia. Przetłuszczały się tak niesamowicie, że musiałam myć codziennie. Wypadało ich też więcej niż zwykle. 

Do rzeczy! Na 1 wizycie nie dostałam z marszu recepty, a skierowanie na badania - morfologia, cholesterol, próby wątrobowe, dwa testy ciążowe - z moczu i krwi. Z wynikami miałam się zgłosić i dopiero wtedy rozpocząć leczenie. Załatwiłam to szybko, wyniki były dobre i bez problemu dostałam receptę - na początek 20 mg dziennie przez miesiąc, co jest taką bezpieczną, wyjściową dawką.

Dawka i czas kuracji.
Ustala lekarz. Ogólnie chodzi o to, że trzeba przyjąć określoną ilość izotretynoiny na kg ciała, żeby uznać kurację za zakończoną. Ta dawka skumulowana powinna wynosić 120-150 mg/kg masy ciała. Kuracja może trwać kilka miesięcy, jeśli codziennie będziemy przyjmować duże dawki leku, może trwać rok i więcej, jeśli taka jest wizja lekarza, że woli przepisywać mniejsze dawki. No i trzeba uwzględnić, że organizm różnie może przyjąć izotek, różne skutki uboczne, zmienianie dawki w trakcie kuracji z większą na mniejszą, to wszystko wydłuża leczenie.

U mnie dermatolog miała zdrowe podejście, które mi osobiście odpowiadało. Założyła leczenie na ok. 7 miesięcy, żebym, jak to ujęła - ''przed wakacjami miała już spokój'' ;-) Zaczęłyśmy od 20 mg na dzień, w następnym miesiącu 30 mg, aż stanęłyśmy na dawce 40 mg, na której jestem już 2 miesiąc. Również mi zależało, żeby brać w miarę duże dawki, bo nie miałam ochoty pierdzielić się z tym izotekiem nie wiadomo jak długo ;)

Badania i dieta.
Co miesiąc dostawałam skierowanie na badania, żeby sprawdzić, jak organizm znosi lek. U mnie tylko cholesterol podskoczył lekko ponad normę, ale jest to uważane za normalne przy przyjmowaniu izotretynoiny. Powinno się w tym czasie uważać na tłuste jedzenie, fast-foody, niewskazane jest również dostarczanie w nadmiarze do organizmu witaminy A, bo już sama izotretynoina jest pochodną witaminy A.

Ja jakoś nieszczególnie zmieniłam swoje życie ;-) Może po pierwszych badaniach, jak podskoczył mi cholesterol, starałam się polepszyć dietę, ale później ... nie myślałam o tym ;-) Jadłam normalnie, jak zawsze, nie mam jakichś strasznych nawyków żywieniowych, więc nie popadałam w paranoję. Nie powinno się też pić alkoholu w nadmiarze (szkoda wątroby, która już swoje przeżywa). Ja od czasu do czasu wypije jakieś wino czy piwo, w małych ilościach. 

Skutki uboczne.
Chyba najbardziej dla wszystkich interesujące ;-) No cóż, czego można się spodziewać? Nie będę kopiowała ulotki leku, jeśli kogoś interesuje - tutaj dowiecie się wszystkiego :) Najpowszechniejsze skutki uboczne to suchość skóry, oczu, nosa, ust, bóle głowy, mięśni, uczucie zmęczenia i 'połamania', może pogorszyć się nieznacznie wzrok, izotek może też trochę namieszać w cyklu miesięcznym.
Ale o czym przede wszystkim należy pamiętać, najbardziej niebezpieczne działanie izotretynoiny to jej teratogenność - uszkadza płód. Dlatego zajście w ciążę w trakcie kuracji i miesiąc po jej zakończeniu jest absolutnie zabronione. Przed rozpoczęciem leczenia przedstawia się ujemny wynik testu ciążowego (z krwi) i podpisuje oświadczenie, w którym zobowiązuje się do stosowania skutecznej antykoncepcji w trakcie brania leku. Lekarz może, ale nie musi, oczekiwać przedstawiania co miesiąc aktualnego testu ciążowego.

Jak było u mnie z tymi skutkami ubocznymi? 

Przez 1 miesiąc (20mg) nie działo się praktycznie nic złego, a wręcz przeciwnie. Cera ładniała z dnia na dzień, wyskakiwały mi niewielkie krostki, które nie miały nic wspólnego z bolącymi gulami z przeszłości. Nie doświadczałam żadnej suchości, przez ten 1 miesiąc nawet rzadko kremowałam twarz - w ogóle nie czułam takiej potrzeby. Po 3 tygodniach zauważyłam, że moje włosy przestały się przetłuszczać i są wprost zajebiste ;-) Mogłam je myć co 3-4 dni, co dla osoby, która całe życie miała przetłuszczające się włosy jest swego rodzaju szokiem :-D Dobrze się układały, zrobiło się ich jakby więcej (pewnie przez to, że nie były oklapłe), nie wypadały - włosy lubią izotek ;-))

2 miesiąc 30 mg - zaczęłam już powoli odczuwać działanie leku. Przesuszał mi się nos w środku, usta, musiałam już częściej nawilżać twarz, bo budziłam się rano z uczuciem lekkiego pieczenia. Nie występowało żadne łuszczenie twarzy. Trochę bolały mnie nogi, rano byłam połamana. Dużo spałam, ale ciężko powiedzieć, czy to przez izotek. Jeśli wyskoczyło mi coś na twarzy, goiło się bardzo długo, bo na izotekowej skórze w ogóle wszystko się ciężko goi. Na plecach pojawiły mi się wielkie, bolące gule - dziękowałam Bogu, że twarz została oszczędzona ;)

3 i 4 miesiąc 40 mg - no na 40 to już mogę powiedzieć, że COŚ się działo ;) Przede wszystkim suchość, suchość, suchość ... Nawet nie twarzy, którą już codziennie smarowałam Cetaphilem, ale nosa i ust. W nosie cały czas miałam bolące strupy, usta popękane i przesuszone i niestety oczy też nie zostały oszczędzone. W połowie grudnia miałam często uczucie piasku w oczach, rano miałam kompletnie sklejone powieki. Kropelki nawilżające niewiele pomagały i pod koniec grudnia poszłam do lekarza z zapaleniem spojówek. No mogę powiedzieć, że to na razie najbardziej nieprzyjemny skutek uboczny, który mnie spotkał ze strony izoteku, ale wiem, że sama też jestem sobie winna - zacierałam oczy, zaniedbałam trochę ten przesusz. W tym momencie już jest w porządku, dostałam kropelki z antybiotykiem i żel nawilżający i jestem wyleczona, po prostu nie można zaniedbać regularnego nawilżania. 

Za to cera na 40 coraz lepsza i ładniejsza, na twarzy nic nie wyskakiwało, z pleców też wszystko zeszło. Więc są plusy i minusy większej dawki, ja nie żałuję, bo cera jest dla mnie w tym momencie priorytetem. Co do włosów, nadal fantastycznie, ogólnie nic ich nie może przetłuścić ;) Zazdroszczę dziewczynom, które naturalnie mają suche włosy, to wielka wygoda myć włosy 2 razy na tydzień ;)

Dotychczasowe efekty:

Sierpień przed rozpoczęciem kuracji i styczeń po 3,5 miesiąca leczenia.

Co jeszcze mogę napisać? Jestem na półmetku, ale już teraz wiem, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć względem mojej cery. Wiadomo, że nie jest idealnie, bo są przebarwienia, ślady, w niektórych miejscach dziurki, ale mogę powiedzieć, że w przeciągu 3 miesięcy mogę wyjść bez makijażu z domu bez uczucia wstydu, nie budzę się rano i nie oceniam z rozpaczą twarzy w lusterku, nie szukam cudownych metod leczenia trądziku, nie stosuję coraz to nowszych kosmetyków, mydełek, żelów, maseczek, witamin. Moja pielęgnacja teraz jest baaardzo znikoma, myję twarz raz dziennie żelem Facelle, kremuję Cetaphilem, czasem używam masła kakowego z Ziai, jak chcę bardziej natłuścić twarz. Nie peelinguję, bo się raczej nie powinno, od czasu do czasu używam mydła detoks, które silniej oczyszcza cerę i mi nie szkodzi. Jest różnica, wcześniej nie wiedziałam co używać, żeby mi nie zaszkodziło. 

Na pewno nie poruszyłam wszystkiego co mogłam, dlatego ew. pytania w komentarzach proszę :)

26 komentarzy:

  1. U mnie wybawieniem dla skóry okazał się powrót do tabletek antykoncepcyjnych. Po 1,5 miesiąca stosowania zaczęłam widzieć efekty. Oczywiście czasem coś wyskoczy na twarzy, ale nie są to wielkie ropne gule zajmujące niemal całą twarz. Z niespodziankami małego kalibru doskonale radzi sobie rumiankowy żel do mycia twarzy Sylveco. Nie sądziłam też, że tabletki poprawią moje samopoczucie, jestem spokojniejsza niż dawniej.

    Cieszę się, że Ty również znalazłaś rozwiązanie, które okazało się wybawieniem dla Twojej cery nękanej przez trądzik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że znalazłaś sposób dla siebie ;-) Dla wielu dziewczyn anty jest zbawieniem na cerę, ale mi się nie podoba fakt, że po ich odłożeniu problemy mogą wrócić.

      Usuń
  2. Przeszlam kuracje 3 lata temu. Buzie mialam sliczna! Skutki uboczne to procz suchosci, to straszne bolr stawow i migreny. W wakacje odstawilam anty, tearz wyglada zle. Hormony mam w porzadku, wracsm do anty i jal do wrzesnia sie nie ogarnie moja twarz, to robie kuracje drugi raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No po odstawieniu tabletek anty cera lubi wariować, dlatego mi się osobiście nie podoba łączenie ich z izotekiem. Przechodzić taką kurację, a później znów cierpieć, bo się odłożyło tabletki.

      Usuń
    2. Anty przy izoteku przyjmuje się dlatego żeby na pewno nie zajść w ciązę. Podobno skutki są tragiczne, więc nie dziwie się że dermatolodzy zabezpieczają się w ten sposób. Wiadomo że są osoby które nie będą współżyły w trakcie kuracji, ale każdy wie jak to jest.

      Usuń
    3. Tak, ja to wiem, że to się wiąże ze sobą w konkretnym celu :) Ale i tak jestem niechętnie nastawiona, żeby łączyć te dwa środki naraz, bo jednak odstawienie tabletek hormonalnych to rewolucja dla organizmu i cera lubi pierwsza na tym cierpieć. A wydawać tyle kasy na kurację izotekiem, żeby znów się potem męczyć, to ja dziękuję ;) Wiadomo, każdy zrobi jak uważa i każdy zna ryzyko w związku z podjętą decyzją.

      Usuń
    4. Mam ten sam dylemat... Rozpoczęłam kurację Aknenorminem, ale zostawiłam sobie jeszcze miesiąc na przemyślenie, czy brać anty. Po odstawieniu anty właśnie, rozpoczęła się moja 3-4 letnia walka z trądzikiem, z gorszymi i lepszymi momentami. Nie wiem co robić :/

      Usuń
    5. To Twoja decyzja. Podpisywałaś na pewno karteczkę, że jesteś świadoma, czym by się skończyło ewentualnie zajście w ciążę. Jednak tabletki to nie jedyna metoda anty ;)

      Usuń
  3. Cera wygląda SUPER!! U mnie dużo się poprawiło po dłuuugiej kuracji, ale i tak miałam zacząć brać Izotek. Jednak najpierw musiałam przez pewien czas przyjmować anty (tak dla pewności) i skóra po nich poprawiła mi się bardzo, więc zadecydowałam z panią doktor że nie będziemy na razie brnąć w Izotek. Boje się że po odstawieniu wszystko wróci do normy, ale w sumie jak odstawie to w jednym, bobaskowym celu. A jest szansa że w ciąży i po ciąży hormony tak powariują że będzie ok (mam taką nadzieje!!).
    Ogólnie moja skóra przed anty była w dużo gorszym stanie, niż Twoja na tym pierwszym zdjęciu :( Nie wiem jak ja dawałam rade psychicznie.

    Mam nadzieje że kuracja się powiedzie! :) Po latach z trądzikiem niczego się nie docenia tak bardzo jak gładkiej twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki :)
    Jasne, jak planujesz odłożenie tabletek dopiero jak będziesz się starała o dziecko, to ma sens i ręce i nogi ;-) Tylko jak ktoś nie planuje, to wizja brania tabsów nie wiadomo jak długo też nie jest zbyt fajna ;)
    Pamiętam z bloga Twoje problemy, dobrze że każda z nas znalazła swój sposób ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mogłabyś opisać całą swoją pielęgnację włosów teraz? Jak sobie radzisz z wypadaniem włosów, suchą skórą głowy itp. Jakie wcierki, suplementujesz się czymś? Ciało musisz balsamować codziennie? Jesz słodycze/pijesz kawę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pielęgnacja jest teraz bardzo znikoma :) Rzadko myję włosy, jakieś 2x na tydzień, bo kompletnie się nie przetłuszczają. Są teraz dość suche. Po myciu wiadomo maska lub odżywka. Rzadko teraz olejuję, bo mi się nie chce. Używam wcierki serum łopianowe z aktywatorem wzrostu, jest spoko. Włosy mi nie wypadają w większych ilościach, nie zażywam żadnych suplementów. Do twarzy codziennie używam Cetaphilu, ale ciała nie chcę mi się balsamować codziennie, tylko jak mi się przypomni ;) Normalnie jem słodycze i piję kawę :)

      Usuń
  6. Cóż, ja patrzac na to, uważam że więcej jest przeciw, niż za.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko kwestia priorytetów, ja zdecydowałam się podjąć ryzyko przyjmowania inwazyjnego leku dla ładnej cery. Osobiście uważam, że i tak dotknęły mnie takie typowe, lżejsze skutki uboczne, bo wszechobecna suchość nie jest niczym dziwnym

      Usuń
  7. Bardzo panią proszę, aby nigdy więcej nie wchodziła pani na mój blog i nie hejtowała. Nawet w dyskusji powinny istnieć pewne granice, a pani nabijając się ze mnie te granice zdecydowanie przekracza. Piszę "pani", gdyż nie przeszłyśmy na "ty" i na pewno nigdy nie przejdziemy.

    Swoją drogą to dość ciekawe, że niektórzy wolą ratować np. głodne dzieci, bezdomne psy, koty, ginące tygrysy, słonie bądź też lasy tropikalne czy dobra kultury, zaś inni wolą ratować... włosy. Cóż, wszystko kwestia priorytetów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... Łał :D Jeśli dwa komentarze z tłumaczeniem, dlaczego wpisywanie miasta w CV takie jak w potencjalnej pracy może pomóc niż zaszkodzić odbierasz jako hejt, to ja nie mam pytań ;-) Poczułaś się tak strasznie zaatakowana na kilka normalnych stwierdzeń, że szybko musiałaś wysnuć teorię, że jestem hejterem, nienawidzę bezrobotnych i nimi gardzę (ja! haha;) ) oraz że się oczywiście naigrawam. W moim komentarzu musiało się coś zmienić przez noc, bo nagle odnalazłaś w nim naśmiewanie i ''przekraczanie granic'' :D Nooo, pojechałam tymi radami w stylu czasem trzeba zmienić miasto jak w moim nie ma pracy. Po całości. Tak, teraz to już się z ciebie troszkę naśmiewam ;) I nie wygłupiaj się z tym paniowaniem i sztucznym dystansem ;) Ja wiem, że to typowa reakcja obronna na wieelką skalę, nieadekwatną do wydarzenia, bo osoby przewrażliwione na swoim punkcie tak mają, no ale .... a)wywalenie z obserwatorów b)oskarżenie o hejtowanie i przekroczenie granic, jakbym conajmniej wiadro pomyj na ciebie wylała c) prośba, abym już nigdy nie weszła nawet jednym paluszkiem na twego bloga ... jest z lekka nienormalna. Wyolbrzymiona. Musisz mieć trochę więcej dystansu do siebie, bo inaczej nerwy cię zeżrą, albo zastrzeż bloga tylko dla zaproszonych. W sumie to po co masz opcję komentarzy, skoro nie bierzesz pod uwagę, że zamiast ''współczuję ci, Introwertyczko'', ktoś może napisać coś innego, np. udzielić jakichś rad, albo napisać, że się mylisz? Jeśli piszesz tylko dla samej siebie i nie chcesz reakcji, zablokuj komentarze.
      ALE być może ktoś się zainteresuje twoim blogiem przez ten komentarz, w końcu ludzie lubią kłótnie, więc ktoś przywędruje, żeby zobaczy, o co poszło - w sumie nie widzę innego powodu, dla którego do mnie zawitałaś, przecież mi już napisałaś u siebie, żebym sobie poszła, więc po co jeszcze tutaj? :D
      Zresztą, zdaję sobie sprawę, że problem jest większy, bo nie tylko ja dostałam taką histeryczną odpowiedź na komentarz inny niż wszystkie. Gdy ktoś tam ci miło poradził, że może czasem warto wybrać się w góry, wyrwać z tego marazmu, ty odpisałaś meganapastliwie, żeby ci wysłał przelew na wycieczkę, to pojedziesz ;) No sorry, to nie są normalne reakcje.

      Co do nie wchodzenia na bloga ... A czemu nie? ;) Myślę, że niejeden raz jeszcze zawitam! I pamiętaj, że zawsze możesz usunąć moje komentarze, wtedy będzie, jakby całej tej sprawy nie było! ;)

      Usuń
  8. Hej! Dzięki za cenne źrodło informacji :) Właśnie założyłam bloga, gdzie będę opisywać moją rozpoczętą kurację izotretynoiną. Jeśli znajdziesz chwilkę na jej przeczytanie a może i na zostawienie miłego słowa, będzie mi niezmiernie miło. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czeesc, mam pytanie, jestem teraz na kuracji z izotekiem, zaczyna sie drugi miesiac, mam jednak pytanie na temat wyprysków, wychodzą one na twarzy,ponieważ nasz organizm się "oczyszcza", jednak zastanawiam sie co robić z takimi wypryskami, czy je calkowicie zostawic zeby sie same soba zajely czyli wchłoneły czy tez im troche pomoć, zastanenawiam sie ponieważ wydaje mi sie ze kiedy one sie "wchłaniaja" to tez gdzies tam dalej są... oczywiscie to tylko moja teoria, pisze wiec abyś mi poradziła co z tym zrobic, i jak ty sie zachowywałas wobec tych nieszczesnych wrogów, oraz jak jest teraz z Twoją skórą.
    Ogromnie bede wdzięczna za pomoc,
    Pozdrawiaam, buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Powiem Ci tak - lepiej nie kombinować. Ja radziłam sobie z gorszymi dniami myśląc pod tym kątem ''bierzesz teraz najsilniejszy lek, jaki wymyślono na trądzik. On sobie z tym poradzi, nie dodawaj nic od siebie, przetrzymaj'' ;-) Co prawda izotek oszczędził mi wysypu na twarzy, sporadycznie wyskoczył mi jakiś pryszcz, ale za to na plecach..! Masakra, miałam naprawdę wielkie bolące gule. Zeszły w końcu same, bez interwencji z mojej strony. Nie radzę stosować Ci nic wysuszajacego, już sam Izotek to wielki wysuszacz. Czasami, czasami, zdarzało mi się posmarować nieładne miejsce tą maścią http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=29316.

      A co do mojej skóry, to chwała Bogu jest dalej bardzo ładna, w maju minie rok od odstawienia Izoteku i był to rok czystej cery, mogę teraz bez wstydu pokazać się nawet bez odrobiny podkładu. Ta kuracja była moją najlepszą decyzją :)

      Usuń
  10. Jestem po kuracji i wlosy wypadaja mi garściami ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to jest jeden z możliwych skutków ubocznych po izoteku. A przynajmniej pomógł na cerę? Mi również włosy się pogorszyły po izoteku, jak porównuję z tamtym rokiem. Ostatecznie jednak i tak uważam, że było warto, bo z powodu rzadszych włosów nie płaczę, a z powodu tragicznej twarzy - zdarzało się ;)

      Usuń
  11. Ja dopiero zaczynam tą kurację. Jestem po 5 tabletce i już mam małe skutki uboczne :/ Mam nadzieję że dam radę. Pozdrawiam :)
    thepuddingg.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja dopiero zaczynam tą kurację. Jestem po 5 tabletce i już mam małe skutki uboczne :/ Mam nadzieję że dam radę. Pozdrawiam :)
    thepuddingg.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. A jak bardzo izo wpłynął na Tw włosy? Boję się tego skutku ubocznego...bo po hormonach, które brałam na trądzik bardzo przerzedziły mi się włosy...
    Jak teraz wygląda Tw cera>?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cera nadal w porządku, ładna, bez niespodzianek (półtora roku po zakończeniu kuracji).

      Włosy za to, przyznaję, pogorszyły się. Kiedyś myślałam, że mam rzadkie, jak teraz patrzę na zdjęcia choćby z 2015 r stwierdzam, że były całkiem gęste. Przerzedziły mi się i zrobiły bardziej piórkowate. No niestety, chyba nie można mieć wszystkiego. Ostatnio znów podcięłam żeby wyrównać wszystkie przerzedzenia, zobaczymy jak będą teraz rosły. Dużo teraz robię, żeby wróciły do formy, ale możliwe, że to już zmiana na trwałe.

      Usuń
    2. Ogólnie to zdjęcie w miniaturce to już przeszłość, a to był chyba najładniejszy stan moich włosów.

      Usuń

Dziękuję, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza pod moją notką. Na wszystkie pytania odpowiadam tutaj :)
Reklama bloga niepotrzebna - zawsze zaglądam do blogów nowych obserwatorów. Jeśli mi się spodoba, zostanę bez zapraszania :)