wtorek, 1 grudnia 2015

Aktualizacja włosów - grudzień. Już po wyrównaniu ;)

Jeśli czytałyście ostatniego posta, wiecie, że po felernej wizycie u fryzjera znów zafiksowałam się na punkcie włosów. Cały ostatni rok, wrzesień 2014 do września 2015 rosły sobie spokojnie bez szczególnej pielęgnacji. Byłam wtedy w trakcie kuracji izotekiem i muszę powiedzieć, że moje włosy nigdy wcześniej nie wyglądały lepiej. Zero przetłuszczania! Objętość! Włosy jakieś grubsze, jak nie moje! Mogłam wetrzeć olejek w końce, położyć się spać, a rano obudzić się z nie tłustymi strąkami! Aż szkoda, że nie wymyślono tabletek z takim działaniem na włosy bez szkodliwych skutków ubocznych ;-) 

W każdym razie był to dobry czas dla włosów, mogły sobie spokojnie rosnąć. Po wakacjach były już za piersi i mimo, że końce były już mocno poniszczone, uwielbiałam ich długość i dobrze się z nią czułam. Niestety fryzjerki jak wszyscy wiemy, wybitnie nie lubią długich włosów u innych, koniecznie trzeba ciachnąć o 10 cm więcej niż klient chciał.

Tak jak pisałam, już nawet nie chodziło mi o stracenie dużo z długości...Bo gdybym zyskała zamiast tego grubsze, zdrowiutkie końcówki, trudno, jakoś bym się z tym pogodziła, że zapuszczam teraz zdrowe, piękne włosy ;) Ale babka podcięła mi je fatalnie, były wystrzępione, cienkie, w ogóle nie wyglądały jak podcięte.  Po dwóch tygodniach wyrównałam je sama nożyczkami, a kilka dni temu podcięłam je jeszcze maszynką. 

Efekt jest taki:


Patrząc na zdjęcia z boku bloga, widać, jak dużo poszło centymetrów ogólnie. W zasadzie wróciłam się do stanu z października zeszłego roku :P Czyli tak jak mówiłam, rok zapuszczania praktycznie szlag trafił. Wrrrr! Ale, ale, i tak jestem teraz o wiele bardziej zadowolona, niż byłam. Końcówki są ostre, a włosy przylegają do siebie jako całość, a nie wiszą smętnie strąkami, a takie miałam po tej wizycie. Nie są podcięte idealnie na prosto, musiałabym całkowicie je zrównać z bokami, a nie jestem gotowa tyle stracić z długości. Ale myślę, że przyjdzie i na to czas. Mogę tylko powiedzieć, że OGROMNIE żałuję, że mając włosy już za piersi, wtedy nie wpadłam na pomysł podcięcia ich maszynką - nie straciłabym tylu cm co po wizycie u fryzjera, wizualnie zrobiłyby się gęściejsze, nie doszłoby do tego pieprzonego cieniowania. 

Teraz już mnie bardzo długo nie zobaczą u fryzjera, zwłaszcza jak zobaczyłam, jaki super efekt daje podcinanie maszynką ;) 

No to cóż. Teraz tylko zapuszczanie mnie czeka, może w pół roku odrobię straty...? ;) 

Swoją drogą jestem bardzo zadowolona z tej wody brzozowej z Kulpol - jak ona ładnie pachnie! Jestem zdziwiona, bo dotąd kupowałam wodę brzozową w takich szklanych buteleczkach, która strasznie waliła alkoholem i po tej spodziewałam się tego samego. A ona pachnie jak krem do rąk, coś podobnego :-D Ładny, delikatny zapach, a też ma denat na pierwszym miejscu.

Cały grudzień zamierzam kontynuować wszystkie kuracje, zobaczymy w styczniu jakie będą efekty.

22 komentarze:

  1. Ja idę za tydzień do fryzjera i już się boję :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podcinam sobie sama, bo fryzjerom nie ufam w ogóle...:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście, fryzjerka nieźle dowaliła do pieca...Widać jeszcze resztki tego pseudo cieniowania...
    Odkąd mam dłuższe włosy, unikam fryzjerek ;) A dziś, w dzień darmowej przesyłki, zamówiłam sobie nożyczki fryzjerskie. Bo dobrą maszynkę już mam.
    Myślę, że ani się obejrzysz, a włosy będą takie, jak dawniej! Z Kulpola mam teraz wodę pokrzywową i tez ją sobie chwalę :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się, czy nie wyrównać od razu od tego krzywego momentu przy prawej stronie na prosto, ale znów się cofać o parę centymetrów... Już trudno, one nigdy nie będą idealnie równie, bo mam też krótsze kosmyki przy twarzy i gdzieś takie do ramion - to mi się nawet za sto lat nie zrówna :P

      Usuń
  4. Ładnie sobie podcięłaś - widać różnicę :)
    Trzymam kciuki żebyś szybciutko odrobiła to, co musiałaś stracić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może za pół roku, przy dobrych wiatrach ;)

      Usuń
  5. Zastanawiam się właśnie na podcięciu włosów maszynką :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od rodzaju włosów, nie każdy będzie zadowolony.

      Usuń
  6. Każdy popełnia błędy, nie przejmuj się ;-) Zdrowe włosy szybko odrosną kilka centymetrów. Ja schodzę z włosów rozjaśnianych amoniakiem i zanim te odrosną, to minie 100 :-D także głowa do góry i zapuszczamy!

    A strzyżenie maszynką też bardzo lubię. Końcówki są grube i mięsiste, szczególnie, gdy fryzjer zrobi nam jeszcze kurację keratynową bądź lipidową. Cudo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Żałuję, że nie znałam tego sposobu wcześniej, bez problemu można robić to w warunkach domowych.

      Usuń
  7. Hm, sama sobie podcięłaś je maszynką? W jaki sposób? Możesz to zobrazować?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, nie byłam zbyt szczegółowa w poście ;) Oczywiście nie podcięłam sobie sama (choć byłoby to możliwe, gdybym miała poziomicę), podcinał mi chłopak.

      Usuń
    2. I tak ładnie mu wyszło? Jestem pod wrażeniem jego manualno-wzrokowych umiejętności. :D Mimo wszystko tutorial "Jak wyszkolić swojego mężczyznę na podcinacza włosów" byłby bardzo miło widziany :D

      Usuń
    3. Hahaha ;-))) Ogólnie ile się musiał nasłuchać, jak ma to zrobić, pozostanie między nami :D Siedziałam tyłem do lustra uzbrojona w mniejsze lusterko, żeby cały czas obserwować jego poczynania z tyłu i sterować słownie wszystkimi ruchami :-P Podcinanie maszynką na prosto nie jest trudne - po prostu przyłożył mi grzebień do włosów i sunął maszynką równo wzdłuż linii. Wszystko powolutku i na zasadzie ''lepiej podciąć mniej i później wyrównać, niż się ocknąć, że poszło za dużo cm'' ;) Nożyczek do rąk już bym mu pewnie nie dała, ale maszynką to serio prosta sprawa, ciężko to spieprzyć ;) Jak dla mnie podcięcie idealne z tego względu, że mogę kontrolować ściśle, ile cm idzie z długości - fryzjerki już tak kontrolować nie zdołam :-D

      Usuń
  8. Piękne i błyszczące ;) moje ostatnio też po wielu miesiącach prób i błędów w końcu odzyskały swój blask :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) ja na nowo odkrywam, jakie efekty daje olejowanie :)

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne włosy :) znam ten ból, prawie dokładnie 2 lata temu prawie płakałam bo pani fryzjerka, zamiast obciąć zniszczone (nie obcinane 3 lata :v) końce ciachnęła mi jakieś 10 cm wyżej niż powinna. I tak z włosów (z przodu) do pępka, zostałam z włosami "do cycków" ale z perspektywy czasu nie żałuję, bo pozbyłam się praktycznie całych zniszczeń i włosy mi się w ogóle nie rozdwajają, podcinam gdy robią się przesuszone i/lub przerzedzone ;) A wcierka kulpolowa naprawdę ładnie pachnie, tylko strasznie szybko mi "schodzi" ;C

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza pod moją notką. Na wszystkie pytania odpowiadam tutaj :)
Reklama bloga niepotrzebna - zawsze zaglądam do blogów nowych obserwatorów. Jeśli mi się spodoba, zostanę bez zapraszania :)