środa, 2 maja 2012

Włosy listopad-kwiecień. Wychodzenie z sianka :)

Hej ;-) Po małych wahaniach zdecydowałam się wreszcie na pokazanie swoich włosów. Co prawda, kiedyś chciałam je pokazać na blogu dopiero wtedy, gdy będę naprawdę z nich zadowolona, gdy będą długie, błyszczące (i tym podobne mrzonki...), ale stwierdziłam, że chyba za dużo by wody upłynęło w Wiśle. 

Wiem, że dziewczyny prowadzące włosowe blogi mają zwykle (często ;p) naprawdę przepiękne włosy, tak że ślinka cieknie na ich widok. W porównaniu z nimi u mnie jest bida z nędzą :) jednakże nie bez powodu blog zatytułowałam Na ratunek włosom ... Na ratunek, bo zobaczcie same, jak prezentowały się w listopadzie <mina pełna przerażenia> ....

Zdjęcie można powiększyć.

O tak, w listopadzie mamy widowiskowe sianko. Masakra jednym słowem. Są tak przesuszone i powystrzępiane, że powinny stanowić przestrogę dla dziewczyn, które chwytają regularnie za prostownicę ... Bo tak, moi drodzy, to włosy z ,,pielęgnacji'' polegającej na używaniu szamponu Pantene z odżywką (lub bez, zależy jaki kupiłam), nigdy nie używaniu odżywek ani masek (no comment), za to z lubością używaniu sprayów termoochronnych przed prostowaniem (jak wiemy, z dużą zawartością silikonów).

Żeby było ciekawiej, nawet nie prostowałam tak często, jakieś dwa razy w tygodniu (tzn, zależy co kto uważa za często. Niektóre dziewczyny  prostują codziennie lub nawet kilka razy dziennie). Jednakże jak się ma tak cienkie włosy jak ja, bardzo łatwo je zniszczyć wysoką temperaturą. 
Oczywiście, zdjęcie też zostało wykonane w nieciekawym świetle, co z pewnością nie pomogło  temu zdjęciu, jednak gołym okiem widać, jakie są przesuszone i sianowate i na to już światło nie wpływa :D

W marcu prezentują się już nieco lepiej, nie są już tak strasznie suche i znikło to ,,wystrzępienie'', które widać na pierwszym zdjęciu.
Dlaczego tak mało urosły i dlaczego w kwietniu wydają się jeszcze krótsze niż w marcu?
Cóż, były podcinane. Moje końcówki były tak straszne, tak porozdwajane (porozpięciorzone czasem niektóre), że raz u fryzjera podcięłam je bardziej, a potem w domu ciągle się bawiłam nożyczkami, podcinając namiętnie rozdwojone końcówki lub takie, które wyglądały w moim odczuciu słabo. Tym sposobem - nie widać żadnego konkretnego przyrostu bez 5 miesięcy ... :-P Można się zastrzelić! Niestety, te podcinania były konieczne. 



Zdjęcie z kwietnia - świeżo po obcięciu końcówek. Od razu mówię, że fryzjerka obcięła mi tylko 1 cm, może 1.5 (pokazywała mi). Na zdjęciu wydaje się jednak, że ubyło ich dużo więcej. Nie wiem, czy to wina zdjęcia, czy tego, że z tyłu wcześniej były one dłuższe niż z przodu, więc fryzjerka je wyrównała ... 


Porównując siano z pierwszego zdjęcia i zdjęcie ostatnie - jakieś efekty widać. Po pierwsze włosy ładnie błyszczą, nie są postrzępione ani takie suche i widać, że się wygładziły. Wyglądają też przede wszystkim zdrowiej. Oczywiście, dla mnie nadal efekty są znikome* - nie cierpię mieć takich krótkich włosów, chcę mieć wreszcie długie, niestety, duuuużo czasu minie, zanim osiągną sensowną długość. Będę im w tym pomagać, o czym pisałam w poście o Kosmetykach dla przyspieszenia porostu . Niedługo będę testować produkt, który ma pomagać w stymulacji wzrostu włosów, więc zobaczymy :)

Oprócz niezadowolenia z długości, chcę poprawiać dalej ich stan, to co jest teraz to dla mnie powiedzmy jakaś baza wyjściowa. Okres listopad - kwiecień można więc nazwać etapem wychodzenia z ruiny :-D , a teraz odżywiam i pielęgnuje nadal - chciałabym żeby pod koniec roku były już większe efekty. 


*to nie jest jakieś droczenie się, żeby dostawać potwierdzenia ,,jest lepiej, nie przejmuj się!'' :D Ja po prostu nie jestem skłonna do pochwał dla siebie, jak wiem, że może być lepiej :)

Zdaję sobie sprawę, że jest róznica między zdjęciem 1 a 3, jednakże napatrzyłam się na tyle pięknych włosów, że tak szybko moich chwalić nie będę, poprzeczka ustawiona jest wyżej ;)



W kolejnym poście napiszę, jak pielęgnowałam włosy przez ten okres - chciałam to dodać teraz, ale post wyszedł razem kilometrowy :D Więc następnym razem :)





Miłego wieczoru ;)


28 komentarzy:

  1. Efekty są przeolbrzymie! Żeby myśleć o wzroście trzeba moim zdaniem doprowadzić włoski do takiego stanu, by było co zapuszczać. Różnica jest diametralna, więc pewnie w ciągu następnego pół roku nastąpi przełom w tej płaszczyźnie, której tak bardzo - mam wrażenie - chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, mogłam nie obcinać i zapuszczać, ale skutki, jak wiemy, byłyby opłakane :) Trzeba było najpierw dojść do jako -takiego stanu.
      Dzięki, też liczę, że za kolejne pół roku będzie lepiej ;-)

      Usuń
  2. Ja też bym już chciała długie i piękne włosy, ale do tego długa droga niestety, mój przyrost od ostatniego cięcia to 1,7 cm :/. No to pozostało mi życzyć żeby szybko rosły Ci włosy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę , że zapuszczasz ;) Więc zapraszam do przyłączenia się do włosowej akcji na moim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zaproszenie ;-) Zastanowię się nad dołączeniem do akcji, jednak uważam, że miesiąc to trochę krótko i na moich opornych włosach pewnie nawet nie będzie widać efektów prze ten czas ;-)

      Usuń
  4. Efekty są na prawdę bardzo duże. Taka wskazówka - teraz nie obcinaj ich przez pół roku, dopiero później podetnij max 1,5cm końcówek. Ja tak robiłam, przecierpiałam rozdwojone końce kilka miesięcy, aż teraz mam długie i zdrowe włosy. :) To najlepsza forma zapuszczania. Bo pamiętaj - podcięte włosy też się będą rozdwajać, więc podcinania nie będzie końca, tak nie zapuścisz włosów nigdy. Taka dobra rada. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Efekty są na prawdę bardzo duże. Taka wskazówka - teraz nie obcinaj ich przez pół roku, dopiero później podetnij max 1,5cm końcówek. Ja tak robiłam, przecierpiałam rozdwojone końce kilka miesięcy, aż teraz mam długie i zdrowe włosy. :) To najlepsza forma zapuszczania. Bo pamiętaj - podcięte włosy też się będą rozdwajać, więc podcinania nie będzie końca, tak nie zapuścisz włosów nigdy. Taka dobra rada. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, to jest właśnie to, że przy regularnym obcinaniu będzie się miało zdrowe końcówki, jednak przyrostu nie odnotuje się nigdy ;-) Teraz je przede wszystkim zabezpieczam przed rozdwajaniem jedwabiem CHI, czego wcześniej nie robiłam (unikanie silikonów) i na razie - odpukać - końcówki wyglądają dobrze. Dzięki za radę ;-)

      Usuń
  6. powodzenia dbaniu o włosy!

    A efekty są bardzo duże

    OdpowiedzUsuń
  7. widac ze wlosy sa bardziej lsniace i gladkie ale szkoda ze nie opisalas w skrocie jak dbalas o swoje wlosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie cały blog jest poświęcony temu co używałam przez ten czas, recenzje kosmetyków itd ;-) Ale może faktycznie skrótowo jeszcze dopiszę, co stosowałam ;-)

      Usuń
  8. Suszę włosy chłodnym powietrzem z głową spuszczoną w dół. :D To najlepsza metoda na dużą objętość. :) A że włosy mam proste to mogę sobie na to pozwolić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aa ;-D Ja w sumie unikam także suszarki, ale Ty już masz tak zdrowe włosy, że nie musisz być tak rygorystyczna ;-)

      Usuń
  9. Faktycznie widać różnicę, podcinanie końcówek zawsze pomaga...

    OdpowiedzUsuń
  10. Też zapuszczam włosy i mam podobną długość do Twojej :p
    Tyle, że moje są wycieniowane ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez się nadal nie pozbyłam cieniowania, widać to szczególnie, jak zwiążę włosy w kucyk :-/ Żałuję, że w ogóle zaczełam cieniować!

      Usuń
    2. Wiem, co czujesz... też strasznie żałuję cieniowania! A to, że cienkie włosy nabiorą objętości po odpowiednim wycieniowaniu to jakaś bujda pseudo fryzjerów. Zawsze to łatwiej obciąć włosy krzywo, niż idalnie prosto, prawda?;/

      Usuń
    3. No dokładnie, ja już więcej się nie dam tak skrzywdzić :) I tak straciłam dużo włosów przez cieniowanie ...

      Usuń
  11. widać różnice między 1 a 3 zdjęciem ;) na ostatnim są błyszczące ładnie się prezentują :)

    OdpowiedzUsuń
  12. widać znaczącą różnicę! mam nadzieję, że kiedyś i moje sianko odratuję...:)

    OdpowiedzUsuń
  13. mamy podobny rodzaj włosów :)
    mi najbardziej zależy na ich zagęszczeniu, ale niestety o to trudniej, niż o przyrost...
    efekty naprawdę ok :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Miedzy 1 a 3 zdj jest ogromna roznica. Sa teraz gladsze i takie blyszczace :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jest roznica, na pierwszym sa wlosy spuszone, na trzecim juz nie.. blyszczace sa od lampy.. a wgl to one nie sa idealnie proste, nie wiem czy one nie chca byc falowane, albo nawet krecone ! ;D poczytaj, i sprobuj uzyc stylizatora po umyciu i je odgniesc, ugniatac ;) i czekam na relacje, jak wyszlo. TRZYMAJ SIE ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, to racja, że lampa z pewnością nadała im więcej blasku, ale dużo osób mi mówi, że włosy także naturalnie mi błyszczą ;) Włosy mam proste i zawsze miałam, absolutnie nie mają żadnych skłonności do kręcenia czy falowania ... ;-) Pozdrawiam również.

      Usuń
  16. Hej. Polecam Ci tabletki Revalid (są trochę drogie, ale skuteczne) można je dostać w aptece. Włosy rosną po tych tabletkach 2 razy szybciej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brałam je kiedyś na zatrzymanie wypadania i okazały się świetne :) Obecnie nie jestem zainteresowana suplementacją.
      Dzięki !:)

      Usuń

Dziękuję, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza pod moją notką. Na wszystkie pytania odpowiadam tutaj :)
Reklama bloga niepotrzebna - zawsze zaglądam do blogów nowych obserwatorów. Jeśli mi się spodoba, zostanę bez zapraszania :)